Od chwili gdy miałem więcej niż jeden obiektyw do lustrzanki szukałem rozsądnego sposobu na ochronę szkieł przed uszkodzeniem czyli głównie do zabezpieczenia ich przed własną niezdarnością.
W ciągu kilku miesięcy wydałem małą fortunę na różne plecaki, torby i sakwy. Ten specyficzny test pokazał mi jak trudno jest dobrać rozwiązanie odpowiednie do potrzeb. Opieranie się na ulotkach i opiniach znanych fotografów „zachwyconych” danym produktem jest szalenie zgubne. Poziom zachwytów jest wprost proporcjonalny do kwoty o jaką urosło konto klakiera. Wiem, pamiętam — Apple przy promocji Aperture wykorzystuje ten mechanizm „bezinteresownego” polecania. Amator myśli sobie że korzystanie z Aperture czy Lightroom automatycznie podniesie jego umiejetnosci o klasę wyżej, jednocześnie nie jest w stanie powiedzieć co to jest migawka. Zapominamy że firmie łatwiej i taniej komuś zapłacić za opinię niż dopracować produkt tak, aby sam się obronił.
Zboczyłem z tematu? Nie sądzę. O każdej torbie przeczytacie w samych superlatywach: pojemna, wygodna, nie czuć ciężaru, sama się nosi. Na pierwszym wyjeździe jednak wychodzą braki. Co z tego że pojemna skoro za mało przegródek jest w standardzie, brak paska biodrowego czuć po pierwszym kilometrze, a małym drukiem było napisane o ograniczonej wodoszczelności — nada się w sam raz na wiosenny deszczyk, ulewa utopi całą zawartość. Wiele takich i podobnych braków da się wychwycić w sklepie, trzeba do tego zgromadzić własne doświadczenia. I wiedzieć czego szukamy, do czego produkt nam posłuży.
Nie znam niestety lepszego sposobu dochodzenia do rozwiązań odpowiednich do indywidualnych potrzeb niż testowanie na sobie. Można zawęzić wybór opierając się na opinii innych użytkowników (nigdy producenta czy sprzedawcy!), ale nie ma to jak wzięcie ciężaru na własne barki i przejście kilku kilometrów. Podążając tą drogą ku własnemu zaskoczeniu od pewnego czasu pracuję z zestawem, który zupełnie nie przyszedł mi do głowy na początku poszukiwań. Dla każdego posiadanego szkła dokupiłem pokrowce firmy Lowepro. Chciałem wesprzeć polski przemysł lecz niestety, jedyny znaleziony producent nigdy nie odpowiedział na moje maile i telefony. Tym sposobem stałem się posiadaczem zestawu kilkunastu pokrowców Lens Case z firmy której plecaki kompletnie nie sprawdziły się w moim przypadku — wszystkie trzy modele sprzedałem po testach na wyjazdach.
Pokrowce Lens Case są wykonane bardzo solidnie — najstarsze z nich towarzyszą mi ponad dwa lata. Nic nie przetarło się, zamki pracują bezproblemowo, a obiektywy nie uległy żadnym uszkodzeniom. Ich konstrukcja jest wbrew pozorom dość złożona: pokrowce są wielowarstwowe, usztywniane, wyłożone gąbką amortyzującą uderzenia i obszyte materiałem do pewnego stopnia chroniącym przed deszczem.
Kiedyś upuściłem pakunki na ziemię i nic nie pękło, ale nie zachęcam do testów ze względu na drogą zawartość. Kilka pokrowców przeszło ostry sprawdzian w Alpach podczas narciarskich szaleństw zakończonych połamaniem nart. Obiektywom nic się nie stało, chociaż pokrowce nieźle się sponiewierały wraz z właścicielem.
Każda „tuba” jest wyposażona w drobne udogodnienia w postaci uchwytów i pętli do których można coś przyczepić. W nowszych modelach — kupiłem kolejny egzemplarz kilka tygodni temu — w wieku jest wszyta siatka na dekielek aby go nie zgubić gdy wyjmujemy szkło. Na szczególną uwagę zasługuje sposób zapinania głównego mocowania pokrowca do paska lub plecaka. Jest to mocno trzymający rzep zabezpieczony dodatkowym paskiem materiału z kolejnym rzepem blokujacym możliwość przypadkowego odpięcia. Tak umocowany futerał prędzej pęknie na szwach niż odepnie się od paska. Lowepro projektuje swoje rzeczy patrząc na ofertę całościowo, więc nie powinno dziwić, że omawiane futerały bez problemów pasują do całej gamy plecaków i toreb tej firmy. I nie tylko tej — Lowepro na szczęście nie ma monopolu na przewlekane paski i rzepy.
Same pokrowce można nosić przytwierdzone do paska spodni — co czasem robię — jednak na dłuższą metę w czymś trzeba je przenosić. Jeżeli spodziewacie się w tym miejscu nazwy plecaka z tak zwanej oferty foto będziecie zaskoczeni. Mój wybór (już przetestowany w Afryce Północnej od Sahary z Gwiezdnymi Wojnami w tle po masyw Tubkal i wędrówkę po Maroku) to 30-litrowy Quark firmy Wisport. Firma dość dynamicznie zmienia swoją ofertę więc na stronie zobaczycie model nieco inny od posiadanego przeze mnie.

Mój plecak na wyprawy fotograficzne (co prawda tutaj inna kolorystyka ale reszta bez zmian)
Jak już pisałem mimo szczerej chęci i dania kilku szans plecaki dedykowane fotografom nie sprawdziły się w moim przypadku. Pewnie kiepski ze mnie fotograf, albo mam gwiazdorskie wymagania. Wisport Quark służy mi jako nośnik sprzętu (ze statywem włącznie) po dotarciu do punktu wypadowego w docelowej okolicy. W praktyce wygląda to tak, że wyruszam z domu zapakowany w dwa plecaki: Quark na sprzęt fotograficzny i rzeczy podręczne (np. do samolotu), a 75-litrowy Ventus z Wisportu jako podstawowy bagaż na „zwykłe” rzeczy przydatne w wyjazdowych sytuacjach. Na pierwszy rzut oka kombinacja wydaje się karkołomna, w praktyce wygląda to lepiej. Nie jest łatwo poruszać się z dwoma plecakami w drodze, to fakt. Po dotarciu na miejsce wygoda z jaką operuję aparatem i obiektywami schowanymi w Quarku rekompensuje wszelkie niedogodności. Nie bez znaczenia jest też swoista anonimowość — mając plecak turystyczny mniej rzucam się w oczy jako posiadacz sprzętu fotograficznego. A nie zawsze bieganie z nim na wierzchu jest rozsądne. Całkowicie się tego nie uniknie, ostrożność jednak wskazana. Kształt toreb i plecaków Lowepro czy Kata jest dość jednoznaczny, w ciemno można kraść, bo w środku na pewno jest coś cennego. Plecak turysty jest znacznie bardziej zagadkowy: „Jak myślisz co ma w plecaku? portfel? pieniądze? aparat? A może tylko stare gacie i brudne skarpetki? Lepiej zwiniemy plecak Lowepro temu kolesiowi obok.”
Podstawową zaletą Quarka jest niesamowita uniwersalność. Pas biodrowy można odpiąć i schować do bagażu głównego zmniejszając optycznie bagaż podręczny więc przy odprawie na lotnisku nikt nie czepia się gabarytów plecaka wnoszonego na pokład. W moim egzemplarzu kieszenie boczne są kompresowane specjalnymi paskami więc odstają od plecaka minimalnie, im mniej w nich rzeczy tym są mniejsze i niewidoczne. Oprócz sprzętu w Quarku mam zwykle awaryjne jedzenie, wodę, apteczkę, kilka ubrań na wypadek nieprzewidzianych okoliczności przy poruszaniu się na miejscu. W plecakach Lowepro nie mogłem uzyskać takiego stopnia wygody i uniwersalności jak mam w Quarku. Najgorsze były modele z narzuconym przez producenta podziałem na część fotograficzną i turystyczną. W efekcie nie mogłem ani wziąć sprzętu który chciałem, ani spakować dodatkowego polara czy kurtki przeciwdeszczowej razem z innymi rzeczami. Mieszanie obiektywów w części ubraniowej i odwrotnie prowadziło jedynie do zdenerwowania przy poszukiwaniu odpowiedniej rzeczy. Niedawno po krótkiej wymianie maili okazało się, że specjaliści z Wisportu są skłonni pomóc mi w dokonaniu przeróbek w wybranym modelu plecaka tak, aby idealnie wpasować się w moje potrzeby! Byłem (i jestem) zaskoczony obrotem spraw, dam znać gdy proces projektowania i wprowadzania w życie zmian o których myślę zostanie zakończony.
Przypominam jeszcze raz o konieczności dokładnego przemyślenia własnych potrzeb przed dokonaniem zakupu. Jeśli ktoś jutro pobiegnie do sklepu, kupi Quarka z Wisportu i pokrowce na obiektywy Lowepro, a potem będzie pisał do mnie że coś nie działa jak chciał odeślę go do tego akapitu! :)
Prawdopodobnie niedługi dopiszę tutaj jeszcze fragment na temat specjalnego pokrowca do body aparatu. Poszukiwania odpowiedniego modelu trwają.
Oceń artykuł po przeczytaniu: Proszę o ocenę tego tekstu przy pomocy gwiazdek. Dzięki temu będę wiedział czy temat i sposób jego ujęcia spodobał Ci się. Z góry dziękuję!


