Wprowadzenie w warunki testu
Z całego międzynarodowego środowiska użytkowników Apple jestem z pewnością najmniej odpowiednią personą mogącą zabierać głos w sprawie telefonu Apple’a. Właściwie nie powinienem pisać opinii o żadnym telefonie komórkowym. Posiadam od dłuższego czasu Motorolę F3 oraz Blackberry 7230 — używane zamiennie w zależności od potrzeb. Już samo przyznanie się do posiadania tego samego modelu dłużej niż dwa miesiące stanowi niemały akt odwagi — mam znajomych którzy po dwóch tygodniach uważają, że czas zmienić “komórę” bo się “starzeje w kieszeni”.
Na Blackberry prowadzę dzienniki z podróży — nie umiem pisać na tych fikuśnych klawiaturkach komórkowych, a ten telefon zniósł już bardzo wiele — dwa razy utonął, kilkakrotnie upadł, raz wyleciał z pędzącego motocykla i przejechało go kilka samochodów. Wygląda jak siedem nieszczęść, ekran jest paskudnie porysowany, ale trwa przy mnie dalej. Motorola F3 doskonale ginie w kieszeni i nie przeszkadza gdy jestem gdzieś bliżej domu.
Mój numer jest zasilany raz w roku minimalną kwotą (około 50 zł) pozwalającą na przedłużenie funkcji odbierania rozmów o kolejne 365 dni. Gdy nie spodziewam się telefonów komórki spoczywają w szufladzie czekając na dzień w którym podam im znów prąd w obwody. W dni wolne od uczelni staram się jeździć tam gdzie słowo “komórka” oznacza — w najlepszym razie — składzik za domem, w związku z czym zapewniam sobie kontakt ze światem za pomocą telefonu satelitarnego. Bez względu na to czy spodziewam się oferty matrymonialnej (;)), grypy, złamania lub ostrzału muszę wiedzieć że mam nić Ariadny prowadzącą do domu.
Rozumiecie już komu przyszło pisać o iPhone 3G? Kompletnemu ignorantowi w temacie, co więcej ten ignorant nie odczuwa absolutnie żadnej ochoty aby dowiedzieć się jak rozwija się skrót UMTS (Uniwersalne Medium Transmisji Spamu?), co tak właściwie oznacza termin 3G i czy w Łodzi jest pełne pokrycie siecią pozwalającą na uzyskanie prędkości o jakiej można przeczytać w materiałach marketingowych Apple.
Ponieważ jednak lubię wyzwania pozornie wyglądające na nierealne podniosłem rękawicę rzuconą przez dostawcę małego pudełka zawierającego marzenie milionów (a propos — podobno w ciągu pierwszego weekendu sprzedaży rozeszło się ponad milion egzemplarzy!). Panie i panowie, oto on! Wyczekiwany, upragniony i “niewiadomokiedybędącyoficjalniewPolsce”: iPhone 3G.
[zdjęć nie będę powielał z innych serwisów, tutaj liczy się tekst]
Fotki można znaleźć chociażby na www.ipod.info.pl we wpisie pod intrygującym tytułem ;) lub na stronach ArsTechnica. Oraz w setkach innych miejsc do wygrzebania w Google.
Opakowanie, akcesoria i obudowa
Pudełko jest w zasadzie znane każdemu posiadaczowi poprzedniego iPhone’a (swoją drogą jak się teraz czujecie? przed chwilą wszyscy chcieli go mieć, a teraz spadł z piedestału ;)), a nawet Touch’a — patrzę właśnie na swoje i więcej widzę podobieństw niż różnic. Szkoda, że nie ma w nim nic ze stylu “origami” znanego z innych opakowań Apple. Nic się nie rozkłada, w zaskakujący sposób nie odkrywa swoich tajemnic. Nie wiem czy papier jest jakiś specjalnie ekologiczny, pewnie i tak lepiej się rozpada na wysypisku niż plastikowa zgrzewka.
Zawartość — poza urządzeniem — to pierwszy powód do narzekania: brakuje stacji dokującej. Jest za to mój powód do zazdrości — zgrabny, malutki, lekki zasilacz sieciowy (w wersji europejskiej będzie zdaje się stary model). Koniecznie muszę się w taki egzemplarz wyposażyć jak będzie okazja (cenowa). Oczywiście jest także kabel USB, słuchawki i trochę zwykłej makulatury. O, przepraszam są to kartki z instrukcją dla co bardziej rozgarniętych amerykanów (umiejących czytać) gdzie mają sobie nie wsuwać urządzenia i co z nim nie robić aby nie doznać uszczerbku na zdrowiu, za które mogliby potem pozwać Apple “bo nie było napisane żeby nie [wstaw co bardziej idiotyczny pomysł]”.
O ile dobrze wyczytałem — nie mam egzemplarza porównawczego — nowy model jest grubszy, ale da się to stwierdzić tylko na podstawie zestawienia pomiarów. Na oko wygląda szczuplej, bliżej mu do estetyki Toucha — który jak wiadomo jest znacznie zgrabniejszy od każdego telefonu. Sztuczka ze zmienionym kształtem tylnej części obudowy wraz z kolorem (czarny wyszczupla) jest całkiem udana. Stary model robił na mnie — szczególnie w zestawieniu z iPodem — wrażenie optycznie ciężkiego. Teraz jest lepiej, ale gdzieś ta cała elektronika musiała zostać upchnięta stąd i tak stosunkowo duża waga i wymiary.
Nie oznacza to bynajmniej niewygody. Nie potrafię ocenić z pełnym przekonaniem czy jest to wyczuwalne mając do dyspozycji jeden egzemplarz, ale wydaje się że iPhone 3G lepiej leży w dłoni. Tak naprawdę są to niuanse, elementy o których piszę aby wydłużyć ten tekst ;) Biorąc iPhone’a do ręki nawet nie będziecie się zastanawiali nad tego rodzaju drobiazgami. Za to podczas oglądania zaskoczy was widok śrubek — wyobrażacie sobie? Takie normalne, małe śrubki do odkręcenia domowymi narzędziami. Kusi was prawda? Mnie też kusi, dlatego wziąłem się za pisanie aby telefon nie musiał zostać u mnie na dłużej.
Znacznie ważniejszym faktem jest zmieniony sposób montażu gniazda słuchawek. Poprzednio chęć wykorzystania bajeranckich modeli audiofilskich w cenie przewyższającej wartość telefonu wymagała użycia przejściówki. Jak wiadomo każda przejściówka, żeby nie wiem jak była dobra, pogarsza odbiór. I estetykę. W bieżącym modelu gniazdko jest już umieszczone normalnie — przejściówka ląduje w koszu.
Z informacji z serwisu iFixIT wynika dobra informacja dla lubiących rzucać telefonami — LCD jest osłonięty szybką którą da się wymienić taniej, bo bez konieczności wymiany całego modułu LCD. A szybka jest faktycznie doskonała: mój Touch ma jedną poważniejszą (czyt.: widoczną gołym okiem) rysę mimo całkowitego braku ostrożności przy wrzucaniu go do kieszeni. Touch ma także oddzielne szkło osłonowe — kolejny punkt przewagi nad starszym iPhone’m.
Czytając dalej wspomnianą stronę dowiedziałem się, że bateria nie jest wlutowana, a jedynie opiera się w odpowiednich miejscach stykami! Według mnie oznacza to tyle, że ktoś ze skłonnościami do prac manualnych da sobie radę z własnoręczną wymianą baterii. Zanim jednak ulegnie ona zużyciu pojawi się pewnie iPhone 4G i prędzej swój sprzedacie niż zaczniecie szukać nowego ogniwa.
Niech popłynie prąd
Włączenie zasilania uprzytomniło mi pewien fakt: nie da się pisać o telefonie, o nowym oprogramowaniu mobilnym 2.0 i jego zaletach na Touch’u oraz o sklepie AppStore w osobnych tekstach unikając powtórzeń. Dlatego jeśli dzisiaj nie zdążę opisać wszystkiego zamienię artykuł w powieść w odcinkach. Góra trzech — postaram się szybko je zakończyć.
Jeśli chcesz poznać wszystkie wady i zalety każdego elementu układanki pod hasłem “platforma mobilna” będzie konieczna lektura wszystkich części. Część czwarta — podsumowanie — będzie płatna ;)
Wracamy do telefonu. Ekran jest jak zwykle śliczny, obraz krystaliczny, podświetlenie mocne jak lasery na imprezie techno w Rosji (okrutny żart, wiem; klimatem podobny do patrzenia w końcówki światłowodu). Użytkownicy donoszą o zmienionej kolorystyce ekranu który teraz jest bardziej żółty niż niebieski. Nie zauważyłem tej różnicy, zapewne jej wyłapanie wymaga położenia obok siebie dwóch modeli. Jeśli tak, to ta zmiana ma marginalne znaczenie dla Ciebie — nie zauważysz nic tak jak ja i przejdziesz nad tym bez zastanawiania się.
Są poważniejsze sprawy do omówienia — dźwięk. Sądziłem, że skoro Jobs uznał za stosowne podkreślenie dramatycznie poprawionej jakości efektu pracy układu dźwiękowego i głośników to jest o czym pisać. Słucham jednak i nic nie słyszę, ani lepiej ani gorzej. Może gdybym miał dwa modele byłaby szansa wychwycenia różnic, teraz wiem tylko tyle, że przez głośniki zewnętrzne Touch gra tak samo.
Dla pewności szukam odpowiednich fragmentów w recenzjach pisanych za oceanem. Okazuje się, że poprzednio wiele osób narzekało na zbyt niski poziom dźwięku nawet przy ustawieniu na maksimum. Niektórzy wręcz twierdzili, że nie są w stanie usłyszeć dzwonka. Teraz jest o wiele lepiej i dzięki inżynierom że nie dokonali zmian kosztem jakości. A że jest wystarczająco głośno można łatwo sprawdzić instalując darmowy program PhoneSaber (poproszę o symulator X-Winga!). Z kolei dzięki grom odkryłem małą wadę — niezbyt fortunne umieszczenie głośnika. Podczas sterowania pojazdem gdy gra wymaga poziomego ułożenia ekranu łatwo można odciąć sobie dopływ wrażeń słuchowych zakrywając wylot głośniczka. Zdaję sobie sprawę, że gdzieś jednak być musi. Trzeba uważać albo podłączać słuchawki lub inne zewnętrzne nagłośnienie, ale wtedy łatwo zaplątać się w przewody.
Telefon służy do dzwonienia (?)
Przechodzimy do funkcji telefonicznych czyli odbieranie rozmów, wysyłanie SMSów i MMSów… Ups, przepraszam, tej funkcjonalności telefon XXI wieku z Apple nie oferuje. Na szczęście niezależni programiści będą w stanie wypełnić nie tylko tą lukę.
Jak już napisałem dzwonki telefonu słychać lepiej, lepiej ponoć także słychać nas po drugiej stronie słuchawki. Zdaje się, że na jakość rozmowy ma niebagatelny wpływ przepustowość sieci komórkowej i ilość urządzeń przypadających na jeden maszt w okolicy. Przy dużym zatłoczeniu (centrum Warszawy i innych miast) najlepsze parametry audio po maksymalnej kompresji i gubieniu co trzeciej porcji danych zostaną sprowadzone do poziomu który z trudem uda się uznać za zadowalający. Wiem, bo jak ktoś do mnie dzwoni w szczycie komunikacyjnym od razu każę wysłać maila z tekstem lub dźwiękiem.
Wymarudzone od zeszłego roku 3G, poza wysysaniem baterii, daje także możliwość szybszego pobierania informacji z Internetu oraz prowadzenie jednocześnie rozmowy i surfowanie. Udowodniły to testy przeprowadzone w tych kilku miejscach gdzie amerykanie mają zasięg 3G, oraz test przeprowadzony przez Jobsa podczas prezentacji. Próby na naszym terenie także są przeprowadzane, choć nie z wykorzystaniem iPhone 3G.
Ktoś zna dobry artykuł o rzeczywistych prędkościach możliwych do osiągnięcia w Polsce w dostępnych sieciach 3G? Wdzięczny będę za linki — umieszczę je tutaj. Z powodów opisanych na początku tekstu wolę nie wdawać się w polemikę na te tematy. Podsumowanie w jednym zdaniu? 3G jest zauważalnie szybsze od EDGE, iPhone jednak rozsądnie oferuje w ustawieniach wyłącznik 3G (telefon pracuje wtedy jak starszy model, z EDGE) aby móc oszczędzać baterię. Nie zawsze szybciej znaczy lepiej.
Aplikacja do wysyłania SMSów wygląda identycznie jak w poprzedniej edycji czyli wciąż nie ma licznika wpisanych znaków, podobnie jak Notatnik czy program do sprawdzania pogody za oknem i na giełdzie oraz mapy Google. Nie wiem dlaczego notatki z Notatnika wciąż nie dadzą się synchronizować z karteczkami czy czymkolwiek innym w Mac OS X? Czyżby wszystkim wystarczało wysyłanie do siebie notatek mailem?
W nowym oprogramowaniu jest wielce pożądana przeze mnie funkcja robienia zrzutów ekranu. Szalenie przydatna rzecz gdy pisuje się teksty o tej platformie. Robienie zdjęć ekranu aparatem i ich obróbka to masochizm. Teraz fotki zapisują się w lokalnej bazie i po podłączeniu do komputera pięknie synchronizują się z iPhoto. Na nieszczęście nie widać miniaturek podczas importu co już mnie zirytowało.
Ponieważ teraz mamy do dyspozycji GPS zdjęcia są opisane współrzędnymi geograficznymi. Pamiętajcie o tym wysyłając fotki na przykład do szefa z opisem “jestem w pracy”. Sprytny szef sprawdzi odpowiednie informacje w zdjęciu i nijak nie wytłumaczycie się z pracy… na plaży ;) O małżeńskich wpadkach w tym kontekście wolę nawet nie próbować wspominać.
Wykorzystany w urządzeniu moduł GPS, a właściwie A-GPS (czyli GPS korzystający oprócz sygnału z kosmosu, z danych z wież komórkowych i serwisu pozwalającego na przybliżenie położenia na bazie sygnałów punktów dostępowych sieci WiFi) nie jest podobno rewelacyjny do zastosowań w nawigacji typu samochodowego prowadzenia za rączkę. Nie wiem na ile jest to biadolenie dla zyskania rozgłosu, najlepiej będzie poczekać na aplikacje nawigacyjne tworzone przez potentatów tego rynku. TomTom ma wkrótce pokazać swoje spojrzenie na temat. W chwili obecnej nawigacja jest wykorzystywana w sposób jednorazowy, to znaczy program sprawdza gdzie jesteśmy (na szczęście ktoś pomyślał: system każdorazowo pyta się o naszą zgodę na taką inwigilację) i w zależności od położenia oferuje jakiś zestaw informacji.
Jak widzę w sklepie z aplikacjami popularne są serwisy społecznościowe, gdzie każdy zarejestrowany użytkownik może zobaczyć czy w jego okolicy nie ma przypadkiem znajomych. Nie korzystam, nie wiem jak sprawdza się to w praktyce. Z tego typu zabawek widziałem tylko jakie możliwości mają informatycy w sieciach komórkowych i jak wiele da się stwierdzić po dziennym śladzie zostawianym przez nas na mapach tylko dzięki temu, że mamy komórkę zawsze i wszędzie ze sobą.
Na dzisiaj zakończę tylko jednym zarzutem poważnego kalibru — jakim cudem firma która zmieniła podejście do wyszukiwania informacji na komputerze (Spotlight) nie wbudowała żadnego mechanizmu przeszukiwania urządzenia? Szukanie w kontaktach jest, widziałem. Ale ja w swoim leciwym Blackberry mogę wyszukiwać wszędzie na kilka sposobów! Jestem oburzony i zawiedziony.
Tym pesymistycznym akcentem kończę na dzisiaj — jest 22, a to moja pora wyłączania komputera w wakacje. Do jutra.
[Aktualizacja środa, 16 lipca 2008 — po zakończeniu dopisywania wszystkich części uporządkuję tekst do wersji ostatecznej]
TomHagen zwrócił uwagę w komentarzu na jeszcze większą niedoróbkę funkcji wyszukiwania niż to wygląda na pierwszy rzut oka: szukać możemy jedynie po nazwisku lub po imieniu. A co jeśli będę chciał w setkach kontaktów znaleźć jakiś namiar na pracownika firmy XXX Sp. z o.o.? Jeśli nie mam pojęcia jak się nazywa mam marne szanse. Pozostanie przewijanie ekranu, szybkie co prawda ale przyznać trzeba, mało wygodne na dłuższą metę. Według mnie takie wyszukiwanie jest zwyczajnie do niczego.
Owszem, zda egzamin gdy w książce mamy tylko krewnych i znajomych (zwykle jest to zbiór osób o znanym nam nazwisku i imieniu) i będziemy potrzebowali adres lub numer telefonu: „kochanie pamiętasz telefon do cioci Basi?”.
Co jednak w przypadku tak reklamowanej funkcjonalności urządzenia dla szeroko pojętego biznesu? Odpada szybkie udzielenie odpowiedzi na pytanie szefa o kontakt do pana który w zeszłym miesiącu serwisował klimatyzację (myślisz sobie — przecież dodałem hasło „klimatyzacja” w notatkach do tej osoby. Powinno dać się to znaleźć. A tu figa!) Postaram się sprawdzić jutro jak zadziała wyszukiwanie na bazie synchronizowanej przez Exchange. Nie spodziewajcie się cudów.
Po cichu można liczyć na rozwiązanie problemu przez jakąś aktualizację z Apple, lub — o ile architektura systemu na to pozwoli — powstanie aplikacji niezależnego programisty. Głośno jednak powiedzmy — za wyszukiwanie wielki minus!
Dobrze, że chociaż kamera aparat fotograficzny jest i działa. Niestety nie ma lampy błyskowej, optycznego zoomu, nie można nagrywać filmów, nie ma stabilizacji obrazu, kiepsko radzi sobie w półmroku, nie ma wymiennych obiektywów, matryca ma tylko dwa miliony pikseli, nie da się wydrukować zdjęcia bezpośrednio na drukarce, nie …
Dajmy sobie spokój z wymienianiem wad aparatu. Przecież to nie cyfrówka, a jedynie rejestrator obrazu w telefonie! Nie wiem dlaczego ma on mieć coś więcej niż możliwość zrobienia zdjęcia interesującej pary butów na półce w sklepie i wysłanie jej żonie/dziewczynie/przyjaciółce (byle nie MMSem) z pytaniem czy się podobają. Wybaczcie, ale śmieszą mnie ludzie robiący zdjęcia telefonami na wakacjach. Oczywiście że jest to moje skrzywienie zawodowe. Kupcie najzwyklejszą cyfrówkę, nauczcie się kadrować i więcej z tego wszystkiego będzie radości niż z telefonicznego pseudofotografowania. Aparat w iPhone ma służyć do zabawy, czasem coś przekazać ale to wszystko. W komentarzach zapewne oberwę za tak radykalne stawianie sprawy.
Bluetooth — kolejne pole do popisu dla malkontentów. iPhone 3G ma tą technologię tylko i wyłącznie do zapewnienia bezpieczeństwa na drogach poprzez danie możliwości wykorzystania słuchawek i zestawów głośnomówiących. Niestety nawet to nie jest do końca poprawnie zaimplementowane — brak sterowania głosem. Co więcej przez słuchawkę BT nie da się odsłuchać poczty głosowej. Podobno trwają prace nad naprawieniem tego faktu. Niestety źródła spuszczają zasłonę milczenia nad powodami usunięcia tak przydatnej funkcji.
Pisać o braku możliwości podpięcia telefonu do komputera aby wykorzystać go jako modem? Nie da się. To znaczy sparować z komputerem można, ale nie pojawi się żadna funkcja do wykorzystania. Być może jest to zostawione na później? Nie tak dawno pojawiła się plotka o testach spinania iPhone’a z klawiaturą BT Apple. To by było to! Tylko żeby jeszcze Touch miał tą technologię… Sądzę, że prędzej pojawi się coś a la Newton (a ja znów to samo powiecie :) cóż mam swoje powody).
Zauważyłem poprawienie wkurzającej niedoróbki poprzedniej edycji Safari. Nie dawało się wejść na strony internetowe urządzeń sieciowych jeśli nie podało się użytkownika i hasła. Dla niezorientowanych w temacie: często taki sprzęt po wyjęciu z pudełka ma ustawione dane domyślne użytkownik admin i hasło puste. Przeglądarka mobilna Safari nie dopuszczała pustego pola hasła lub użytkownika. Przykładowo punkty dostępowe Proxima mają tylko pole hasła, użytkownik zostaje pusty. Tam też nie dawało się wejść, a teraz już można bez problemu.
Zapewne nie gnębiła ta niedogodność wielkiej rzeszy użytkowników, większość nie zauważyła jej pewnie. Co innego brak obsługi Flash’a. Ooo tak, o tym jest głośno od miesięcy. Mi podoba się jak jest — naturalny sposób eliminacji większości reklam. Jeśli nawet pojawi się możliwość doinstalowania wtyczki czy programu obsługi Flash’a oby był to element opcjonalny.
Dajcie mi jeść
Jak dotąd jednym z głównych mierników przydatności gadżetów, poza oferowanymi funkcjami, jest ilość czasu jaki można spędzić na zabawie bez gniazdka elektrycznego w zasięgu ręki. Ponieważ mam swój egzemplarz za krótko (ha! nie powiem ile dni! :)) nie wiem tak na dobrą sprawę na ile realne są informacje Apple: 5 godzin pogaduszek, 10 gdy wyłączy się 3G — grafmarr pisze w komentarzach o istotnej informacji: w Polsce pokrycie 3G jest raczej niewielkie. Osoby często przemieszczające się powinny pamiętać o wyłączaniu 3G w telefonach aby móc dłużej rozmawiać. Z oczywistych względów gry — czyli aplikacje początkowo najczęściej używane — zużywają wiele energii, według moich obserwacji jednak mniej niż praca w Internecie przy niezbyt sprzyjających warunkach gdy urządzenie musi silniej operować sygnałem aby „dostać się” do anten routera bezprzewodowego. Nie ma co tragizować z tego powodu. Spokojnie pokonacie kilka tras w Super Monkey Ball zanim zauważycie spadek poziomu baterii.
Gdy minie pierwsza euforia i pęd do ciągłego grania, surfowania i gadania, odruch wrzucania telefonu do ładowarki przed pójściem spać starczy aby kolejnego dnia nie zdziwić się, że prąd się skończył. Osobną kategorię stanowią osoby, które będą chciały korzystać z nawigacji do biura i z biura, pograć na zebraniu i jeszcze przegadać darmowe minuty w najwyższej taryfie w ciągu jednego dnia (nie słyszeli o raku mózgu i pojawiających się coraz częściej doniesieniach o szkodliwości wielogodzinnych dysput telefonicznych?). Noszenie ładowarki w tej sytuacji silnie zalecane, nie jest to jednak wada — nowy zasilacz piękny jest.
Koszty rzeczywiste
Wcale nie zbliżam się do końca tekstu, choć na dzisiaj to będzie ostatni temat poruszony. Pieniądze. Cena telefonu w kraju nad Wisłą jest zgadywana na setki sposobów, a sieci komórkowe wymyślą na pewno specjalną ofertę zaskakującą wszystkich bez wyjątku. Będzie albo zaskakująco tanio albo wkurzająco drogo. Nie mamy co się łudzić — to nie my zarobimy na niskim kursie dolara. Sytuacja podobna do tematu akcyzy na paliwo — jej zniesienie prawie na pewno nie przełoży się na ilość pieniędzy zostających w kieszeni po wizycie na stacji.
Prace nad uwolnieniem telefonu z łańcuchów blokady SIM trwają, być może zanim skończę pisać urządzenie da się już aktywować w dowolnej sieci. Pytanie co stanie się z dostępem do sklepu z programami? Pytań pewnie będzie więcej, odpowiedzi przyniesie życie.
[koniec na środę]
Oceń artykuł po przeczytaniu: Proszę o ocenę tego tekstu przy pomocy gwiazdek. Dzięki temu będę wiedział czy temat i sposób jego ujęcia spodobał Ci się. Z góry dziękuję!

(2 votes, average: 4,50 out of 5)