Będzie ostro reklamowo więc jak ktoś nie lubi niech nie czyta ;)
Od prawie roku — o ile dobrze pamiętam — jestem użytkownikiem drukarki Canon iP4300, do której oryginalne tusze miałem tylko na początku znajomości z urządzeniem. Płacenie bezpodstawnie wyśrubowanych kwot za płyn z kolorkiem zawsze wydawało mi się formą wyrzucania pieniędzy… w atrament. W moim przypadku drukowanie ogranicza się do ryzy papieru na dwa, trzy miesiące plus kilka zdjęć 10×15 na papierze fotograficznym na własny użytek. Przy takich celach wydawanie ponad 200zł (dzisiaj sprawdzałem, ceny spadły przez rok, ale minimalnie) na komplet barwników… Wolę odłożyć na ciekawsze rzeczy. Wydruki do „poważnych” zastosowań i tak zamawiam w miejscach gdzie zrobią to koniec końców taniej (kalibracja urządzeń, kilka wydruków aby mieć jeden dobry, czas i nerwy — na pewno lepiej nie wydrukuję).

Jak wybrnąłem z ciemnego zaułka w który starają się nas wpędzić producenci i w nim ograbić? Pewnie powiecie „zamienniki”. I macie rację. Aby nie przesadzić w drugą stronę nie starałem się oszczędzić maksymalnie jak się da (są tusze po kilka złotych za kolor). Sądzę że wybrałem rozsądną opcję ograniczając koszty przy zachowaniu jakości wydruków. Po lekturze opisów bojów jakie trzeba stoczyć z tuszami napełnianymi własnoręcznie (otworki, strzykawki, zaklejanie plasteliną… wycieranie jak wycieknie) skierowałem się ku gotowym nabojom firmy Skyhorse.
Zestaw startowy składa się z pojemników z tuszami oraz z uchwytu stanowiącego mocowanie dla układu elektronicznego który trzeba będzie przełożyć z oryginalnych pojemników. Po tej operacji stracimy co prawda możliwość podglądania w oprogramowaniu poziomu płynu w poszczególnych zbiornikach, ale da się z tym żyć. Program Canona który miał mnie informować o stanie materiałów drukarki i tak wciąż się wywala chociaż poświęciłem mu sporo czasu i uwagi.
Chip przekładamy tylko raz, każda kolejna wymiana tuszu to kwestia przepięcia uchwytu do nowego zbiornika i ponowny montaż w drukarce. Wraz z tuszami jest instrukcja obsługi której nie będę tu powielał. Dość powiedzieć, że najdłużej — bo około 10 minut — trwa pierwsza wymiana zbiorników i czipów. Każda kolejna to około dwóch minut, a pewnie da się szybciej.
Osoby zainteresowane tematyką kosztów i ich ograniczaniem na pewno wiedzą także o metodzie „przemysłowej” stosowanej przy dużych ilościach wydruków — systemy stałego zasilania. W skrócie polega to na podłączeniu przewodami głowicy do dużych pojemników z atramentem stojących obok drukarki. Gdy tusz kończy się dolewamy go z butli tankując jak nie przymierzając samochód. Myślałem o takim rozwiązaniu — bardziej z ciekawości niż faktycznej potrzeby — ale tylko do chwili przeczytania tekstu opisującego sposób montażu, a konkretnie dopisku autora na końcu.
Z drukowaniem mam jeszcze jedną przygodę z morałem. Udało mi się doprowadzić do zaschnięcia głowicy odpowiadającej za druk tekstu na czarno. Po początkowej fazie paniki (nowa głowica to zdaje się coś koło ceny całej drukarki) wydłubałem moduł drukujący i zamoczyłem w talerzyku napełnionym denaturatem starając się nie utopić elektroniki (a propos: wiecie, że nie ma już mojego ulubionego denaturatu fioletowego? teraz robią bezbarwny jak spirytus). Jednocześnie kroplami przelewałem denaturat od strony której zwykle spływa atrament z kartridża.
Proces trwał prawie godzinę, dwa razy wkładałem głowicę do drukarki i robiłem próbne wydruki. W Sieci wyczytałem, że w ekstremalnym przypadku można nabić pusty nabój denaturatem jak atramentem i tak trochę „drukować”. U mnie skończyło się na płukaniu i moczeniu. Morał? Lepiej wydrukować coś raz w tygodniu niż marnować czas, atrament i denaturat na czyszczenie po dłuższej przerwie.
Przedstawiciel Skyhorse na Polskę to bardzo konkretna firma, pracownicy potrafią pomóc gdy trzeba, a kolejne transakcje zakupu tuszy czy papieru realizowane są w iście ekspresowym tempie. Nie zamierzam twierdzić, że jest to najlepsza na rynku oferta. Nie mam ku temu podstaw ponieważ nie robiłem przeglądu firm i tuszy innych producentów. Zwyczajnie dobrze trafiłem i nie mam powodu do narzekania, za to kilka do polecenia produktów Skyhorse dalej co właśnie czynię.
Firma według mnie na dzień dzisiejszy ma jeden brak (albo ja nie znalazłem rozwiązania) — powinno się dać znaleźć na stronie WWW (polskiej najlepiej!) profile ICC przygotowane dla najpopularniejszych kombinacji drukarka Canon+tusz+papier Skyhorse. Znalazłem jedynie takie dane dla drukarek firmy Epson, co w moim przypadku nie znajdzie zastosowania. Będzie trzeba poszukać kogoś z odpowiednimi narzędziami do stworzenia profili. W tej chwili widzę różnice między ekranem i wydrukami, jeszcze nie starałem się przeprowadzić korekty ręcznej manipulując ustawieniami sterownika drukarki. Nie jestem pewien czy taka zabawa ma sens, ktoś z was ma jakieś doświadczenia z „ręczną” kalibracją? Miałem w ogóle nie drukować fotek w domu, ale jakoś tak mi się spodobało.
PS
Po tym tekście mogę raczej zapomnieć o drukarkach Canona przysyłanym mi do testów… :)

Firma nie jest sponsorem tekstu, ale mają ładne logo więc je tu wkleiłem :)
Oceń artykuł po przeczytaniu: Proszę o ocenę tego tekstu przy pomocy gwiazdek. Dzięki temu będę wiedział czy temat i sposób jego ujęcia spodobał Ci się. Z góry dziękuję!

