Na prośbę jednego z czytelników publikacja zapisu wrażeń z użytkowania Olympusa E-P1. Nie bardzo mam czas na rozpisywanie się na tematy technologicznie, skupię się jedynie na swoich odczuciach. Bardziej techniczne opisy podlinkowałem na końcu tekstu.
Olympus E-P1 to przedstawiciel zupełnie nowej kategorii aparatów dedykowanych dla zaawansowanych amatorów i profesjonalistów chcących mieć pod ręką coś małego, wygodnego w przechowaniu i transporcie, dyskretnego, bez decydowania się na kompromisy w dziedzinie jakości zdjęć czy wygody obsługi.
Aparat będzie świetnym narzędziem przede wszystkim dla osób zajmujących się fotografią w pełni świadomie, ze zrozumieniem podchodzących do tematu przysłony, migawki, głębi ostrości. Nie znaczy to, że na „automacie” nie da się fotografować, owszem da się. Czy jednak zakup akurat tego modelu celem wykorzystywania go jako „małpki” jest rozsądny?
Jak się dobrze zastanowić to Olympus E-P1 przegrywa w zestawieniu z popularnymi „kompaktami” takimi wadami jak wolny system ustawiania ostrości (AF), bardzo krótki „zoom„1, brak wizjera2, brak wbudowanej lampy błyskowej, skomplikowane (z perspektywy amatora) menu, brak wspomagania ustawiania ostrości, niezbyt rewelacyjny wyświetlacz kiepsko widoczny w słońcu…
Pierwszy lepszy kompakt niemal dowolnego producenta potrafi zadowolić tą grupę użytkowników w znacznie wyższym stopniu, a ja nie mam zamiaru z tym dyskutować. Akceptuję fakt istnienia ludzi którzy mają odmienne potrzeby — to się chyba nazywa tolerancja czy jakoś tak.
Amatorzy swobodnego „pstrykania” na imprezach i wakacjach będą prawie na pewno zawiedzeni problematyczną — z ich punktu widzenia — obsługą, koniecznością zapanowania nad przyciskami i pokrętłami. W menu aparatu znajdziemy serię predefiniowanych ustawień przygotowanych z myślą o mniej wprawnym użytkowniku, jednak brak lampy i wolny AF zapewne zwrócą na siebie uwagę. Słowem nawet jeśli w ramach chęci błyśnięcia w towarzystwie Olympusem z wysokiej półki, kupią ten model, to po kilku próbach albo znajdą dobrą książkę o fotografowaniu i się dokształcą, albo dojdą do wniosku że aparat jest do niczego i kupią coś innego.
Co można policzyć na plus? Czym Olympus ujął mnie za serce? Jest to aparat o wyśmienitej jakości wykonania oraz świetnej jakości zdjęć. Olympus leży rewelacyjnie w moim ręku, nie trzeszczy, nie robi wrażenia plastikowej wydmuszki naprędce posklejanej z miliona części. Kupiłbym go w zasadzie nawet już za to, jak czuje się go w dłoni. No ale bądźmy dorośli, nie kupuje się cyfrówki ze względu na jej wygląd, prawda?
Jakość zdjęć jest zaskakująco dobra jak na takie maleństwo — sami zobaczcie przykłady fotek wykonanych tym modelem. Szczególnie w zestawie ze szkłem 14-42mm (przelicznik na 35mm to x2) jest to doskonały partner przypadkowych wyjść w plener, czyli sytuacji gdy idziemy na spacer ale nie mamy ochoty na ciągnięcie ze sobą wielkiego aparatu. Zapytacie pewnie dlaczego nie pójść do parku bez „foto utrwalacza”? A to tak można? Jeszcze nie miałem okazji spróbować :)
Wygoda obsługi wszystkich pokręteł i przycisków oraz menu aparatu jest według mnie dobra. Do „bardzo dobrej” brakuje mi nieco innego ułożenia poszczególnych opcji w oprogramowaniu aparatu, nic szczególnie istotnego, kwestia przyzwyczajenia.
Sam fakt wyprowadzenia przez producenta tak wielu „guziczków” na obudowę zaliczam do poważnych plusów. Po wieloletnich doświadczeniach z korpusami serii pro, gdzie niemal wszystko ma dedykowany przycisk, nie wyobrażam sobie klikania po ekranie w poszukiwaniu podstawowych funkcji aparatu. A tych Olympus oferuje całe mnóstwo! Sądzę że ciężko będzie znaleźć osobę której czegoś będzie brakował od tej strony. Jeśli chcę pracować „na automacie” — proszę bardzo. Prawdziwy lwi pazur Olympus ukazuje gdy zdecydujemy się przejść na ręczne sterowanie. To jest to co lubimy najbardziej, nieprawdaż? Możliwość operowania każdą zmienną mającą wpływ na przebieg procesu fotografowania daje do ręki potężne narzędzie, wykorzystać je w pełni będą potrafili nieliczni. Dzięki Olympusowi E-P1 udało się zamknąć magię fotografii w małej skrzyneczce, da się ją zabrać ze sobą niemal wszędzie, nie płacąc jakością za mobilność.
Mam ogromną ochotę na zapoznanie się bliżej z modelem E-P2, który podobno jest tuż, tuż. Ma mieć w komplecie wizjer. Jego brak (i cena samego aparatu3) to dla mnie główne przeszkody stojące na drodze do fotograficznego szczęścia w takcie na trzy czwarte.
Opis w portalu Fotopolis.pl, test redaktorów Swiatobrazu.pl.
- z perspektywy amatorów wielkich, bezużytecznych w praktyce przybliżeń, E-P1 odpada w przedbiegach ↩
- to akurat można potraktować jako poważny brak — zależy co kto lubi i uważa za niezbędne ↩
- na szczęście wielu „pstrykaczy” połaszczyło się na tego Olympusa myśląc że to aparat, a nie głowa robi zdjęcia, teraz pojawia się sporo modeli używanych w znacznie niższej cenie ↩
Oceń artykuł po przeczytaniu: Proszę o ocenę tego tekstu przy pomocy gwiazdek. Dzięki temu będę wiedział czy temat i sposób jego ujęcia spodobał Ci się. Z góry dziękuję!



