Motoryzacyjny specjalista ze mnie żaden lecz nie trzeba nim być aby zauważyć obowiązującą od wielu lat zasadę zapożyczoną — o ile dobrze się orientuję — u Japończyków: nowy model samochodu to najczęściej sprawdzony w innych konstrukcjach silnik i błyszcząca karoseria prosto z deski kreślarskiej plus dodatki.
Wyobrażam sobie, że zaprojektowanie całkowicie nowej jednostki napędowej, jej testowanie i wdrażanie do produkcji jest szalenie kosztowne i czasochłonne. Na tym tle opracowanie nowej linii nadwozia jest łatwiejsze, szybsze i tańsze także przez pryzmat okresu zwrotu z inwestycji. Nie jestem pewien, wydaje mi się że taki schemat czasem jest powielany w rozszerzonej wersji na całe podwozia wraz z układem zawieszenia i napędem.
W Apple natomiast jest dokładnie odwrotnie. Sprawdzona konstrukcja obudowy pojawia się na rynku kilkakrotnie kryjąc w sobie coraz to inny “silnik”. Nie inaczej stało się w kwietniu kiedy to zaprezentowano kolejną odsłonę serii iMac. Z zewnątrz nie da się odróżnić poprzednich modeli od nowych, są identyczne od oczka kamery po otwory na porty z tyłu obudowy.

We wszystkich pokazanych modelach magistrala łącząca procesor z pamięcią operacyjną ma wyższe taktowanie — 1066MHz w miejsce 800MHz — co dla wyjaśnienia sytuacji można porównać do drogi ekspresowej łączącej duże miasta w której dobudowano po jednym pasie w obu kierunkach. Wzrost przepustowości (ilość danych jakie można przesłać w jednostce czasu) wyrażony w MHz nie daje właściwego obrazu zmiany. Ponieważ nie mam zamiaru pisać całkowicie specjalistycznych tekstów zanotujcie sobie że jest odczuwalnie szybciej i to wystarczy.
Oferowane do zakupu konfiguracje niosą ze sobą dość znaczną zmianę w stosunku do poprzedników — jedynie w najtańszej opcji mamy wciąż 1GB RAMu (za to w jednej kości — niższy koszt rozbudowy), pozostałe po wyjęciu z pudełek mają po 2GB co stanowi bardzo solidną podstawę nie tylko do pracy z Leopardem jak i wszystkimi aplikacjami przychodzącymi wraz z komputerem, ale także w wielu przypadkach pozwalają na spory komfort pracy z dodatkowymi programami zainstalowanymi we własnym zakresie przez użytkownika.
Testowany przeze mnie egzemplarz był wyposażony w 8-bitową matrycę 24″, jednostki 20″ są na bazie 6-bitowych. Użytkownik nie mający styczności z pracami graficznymi raczej będzie zadowolony z wyświetlacza w niższym standardzie. Patrząc z boku na oba ekrany zauważy znaczną różnicę jakości — w 20stce mniejszy kąt patrzenia jest prosty do zauważenia, ale codzienna praca w Sieci czy ze zdjęciami z wakacji nie ucierpi specjalnie. Za to w portfelu zostanie całkiem pokaźna kwota. Również wydajnościowo modele słabsze nie są przecież słabe!
Fakt, że „mój” iMac ma więcej pod maską nie oznacza od razu że różnica wydajności będzie — w zwykłej, domowej pracy — zauważalna. Osoby zajmujące się fotografią czy szeroko pojętą grafiką bądź innymi rzeczami zmuszającymi komputer do ciągłej pracy w górnych rejestrach mocy nie mają w zasadzie zbyt wielkiego wyboru — tylko ekran 24″ zapewnia odpowiedni do potrzeb obraz. Żadnej symulacji milionów kolorów, żadnego udawania tylko jakość i jeszcze raz jakość.
Wciąż bardzo kontrowersyjne jest stosowanie „lustrzanych” wyświetlaczy poprawiających co prawda odbiór kolorów ale kosztem ryzyka powstawania męczących i niezdrowych dla oczu odbić wszystkiego co znajdzie się w niekorzystnym położeniu względem ekranu. W domowych warunkach (gdzie oświetlenie w pracowni mam od pewnego czasu ustawione tak, aby stanowisko pracy było rozjaśnione przez światło odbite od ścian a nie padające bezpośrednio; nie mam żadnych źrodeł światła na suficie) wstawienie testowanego iMaka obyło się bez konieczności regulacji położenia lamp. Sądzę że w każdej pracowni da się tak manewrować wzajemnym położeniem ekranu i żarówek aby uniknąć przykrych odblasków.
Zdecydowanie najgorzej było w pomieszczeniach z kasetonowym oświetleniem montowanym w obniżanym suficie. Tego rodzaju tanie oświetlenie jest, zdaje się, obecnie standardem we wszelkich biurach. Ergonomia pracy wymaga pochylenia ekranu pod lekkim kątem względem blatu, a to gwarantuje w takim środowisku podziwianie sufitu i lamp na ekranie.
Gdy już uda się ustawić komputer na biurku reszta to — między innymi moje — marzenie. Wciąż pracuję na 17″ iMaku G5, ma on swoje lata ale jak to mówią „daje radę”. Pracując na najnowszym modelu przeżyłem malutki wstrząs — to Aperture potrafi być tak szybki? Klikam, przeciągam i już? Oba komputery dzieli przepaść technologiczna co widać i czuć. Gdybym miał dzisiaj decydować na jaki komputer wymienić wysłużonego iMaka G5 byłby to ten model lub z dopiero co minionej generacji. Oczywiście nic nie kupuję jeszcze — czerwcowe wystąpienie Jobsa za pasem, wydawanie przed takim wydarzeniem pieniędzy na sprzęt to jawna niegospodarność.
Najważniejszą kwestią przy decyzji który model kupić będzie klasa zastosowań, zasobność portfela oraz taki drobiazg jak to z jakiego komputera się przesiadacie. Inaczej na wydajność nawet najtańszego iMaka jaki jest w ofercie popatrzy ktoś jak ja siedzący jeszcze na G5, a inaczej posiadacz modelu iMac z 2007 roku.
Bez wątpienia 24″ iMac z początku 2008 roku jest doskonałym komputerem. Kupując go inwestujesz w profesjonalne narzędzie pracy, trzeba pamiętać jedynie o zapewnieniu jemu (i sobie) możliwie komfortowych warunków pracy — czytaj: dobrze ustawić oświetlenie. Wtedy gwarantuję masę zadowolenia z wydanych pieniędzy i radości z pracy.
Oceń artykuł po przeczytaniu: Proszę o ocenę tego tekstu przy pomocy gwiazdek. Dzięki temu będę wiedział czy temat i sposób jego ujęcia spodobał Ci się. Z góry dziękuję!
