Nie wiem czy wszyscy zainteresowani fotografią przechodzą podobną drogę. Na początku kontaktów z fotografią cyfrową miałem do czynienia z aparatem wielkości paczki papierosów (Olympus C-21), potem wraz ze wzrostem potrzeb i możliwości finansowych z modelu na model (wciąż Olympus) gabaryty „puszek” zmieniały się na większe i cięższe. Z czasem okazało się że Olympus nie potrafi zaproponować mi nic w co mógłbym zainwestować, pojawiło się zainteresowanie ofertą Nikona — był to czas pierwszych lustrzanek cyfrowych dla mnie osiągalnych (Nikon D70, Canon 300D). Przejście z etapu „zwykłego” lustra do serii D2 nastąpiło w zasadzie bezboleśnie i szybko.
Jeszcze niedawno posiadanie aparatu dużego w formie i ciężkiego zdawało mi się z każdej strony usprawiedliwione. Od pewnego czasu zauważam u siebie rosnącą sympatię dla mniejszych formatów, być może silny wpływ na moją opinię ma pojawienie się w moich testach Olympusa E-P1 — aparatu będącego bardzo udanym połączeniem historii i współczesności. Znajomy napisał mi bez ogródek:
Po prostu zaczynasz myśleć rozsądnie, może podświadomość zyskuje większy wpływ na to co kupujesz, a przecież sam dobrze wiesz że to nie aparat robi zdjęcia tylko fotograf. Znane wszystkim Twoje gadżeciarstwo miało bez wątpienia wpływ na dotychczasowe zakupy foto, być może na starość (:P) mija zainteresowanie techniką i zostanie fotografia w swojej najczystszej postaci — aparat, dobre szkło i temat zdjęcia.
Znamienne że z całego długiego wywodu utkwiło mi w głowie jedno słowo — starość. Czyżby proces rozpoczęty po moim urodzeniu nabrał ostatnio przyspieszenia? Nie sądzę! Nie czuję się stary! Co prawda trzy dziesiątki już za mną, lecz co to jest za wiek! Mam kolegów w pracy z czterema krzyżykami i żyją ;) Wolę opinię mówiącą o dojrzewaniu fotograficznym i związanymi z tym ciągotami do rozwiązań prostych, bez całej „klawiszologii”. Czy was też czasem kusi porzucenie całej „rewolucji cyfrowej” na rzecz czegoś zgrabnego, małego i funkcjonalnego? Nie tyle chodzi mi o ucieczkę od zapisu na kartach pamięci — ciężko odzwyczaić się od takiej wygody pracy — co o rezygnację z ustawień, gałek, pokręteł i przycisków. Aparat moich marzeń powinien być maksymalnie prosty i jednocześnie dający pełnię możliwości operowania procesem zapisu obrazu. Czy Leica M9 spełni te oczekiwania? Sądząc po cenie niezbyt prędko będę miał okazję się przekonać niestety. A mogłoby być tak pięknie — zobaczcie jak niesamowicie wygląda Leica M6 na tle Nikona:
Dzięki uprzejmości ludzi z Olympusa mam możliwość zapoznawania się bez presji czasu z Olympusem E-P1 zwanym przez niektórych małą Leicą. Nie ma w tym określeniu ani krzty złośliwości, jest podziw dla jakości wykonania i bardzo sympatycznej pracy — o ile tak mogę to określić. Aparat jest mały, zgrabny, świetnie da się go schować przed wzrokiem fotografowanych obiektów. Mam w zestawie z nim stałe szkło 17mm/2.8 oraz zewnętrzny wizjer i mogę powiedzieć że jestem szczęśliwy — historia zatoczyła koło, znów pracuję na Olympusie. Ale spokojnie, nie zmieniam systemu jak niektórzy (swoją drogą gratuluję decyzji, nie w kontekście przejścia na Nikona ale odwagi w podjęciu kroku).
Oceń artykuł po przeczytaniu: Proszę o ocenę tego tekstu przy pomocy gwiazdek. Dzięki temu będę wiedział czy temat i sposób jego ujęcia spodobał Ci się. Z góry dziękuję!

