Z Apple Polska otrzymałem do testów najnowszą edycję laptopa MacBook w “marcowej” konfiguracji to znaczy po ostatnim odświeżeniu tej linii przypadającym na marzec właśnie. Komputer ma procesor 2,4GHz, 2GB pamięci w dwóch kościach po 1GB, dysk 160GB oraz napęd SuperDrive.

Co widać na oko
Bieżąca wersja MacBook’ów podoba mi się wizualnie oraz dotykowo — obudowa jest ładnie zaprojektowana i wykonana, a w moim odczuciu idealny mechanizm ukryty pod każdym z klawiszy zamienia konieczność pisania w przyjemność. W wyniku przyzwyczajenia (które jest jak wiadomo drugą naturą człowieka) nie omieszkałem przy każdej nadarzającej się okazji pracować mimo wszystko na zewnętrznym zestawie klawiatura+mysz Bluetooth. Nie oznacza to bynajmniej gorszej jakości wbudowanej klawiatury MacBook’a. Po prostu wiedziałem, że mam MB na stosunkowo krótko więc nie starałem się przyzwyczajać do odrobinę odmiennego układu rąk. Klawiatura aluminiowa jest pochyła, a w laptopie prosta. Szczegół ten powoduje w moim przypadku drobną niepewność przy bezwzrokowym pisaniu. Sprawa do pokonania — gdybym kupował a nie wypożyczał komputer :)
Powierzchnia do sterowania myszką jest wystarczająco duża i odpowiednio wygodna. Wiele osób nie potrafi przekonać się do “gładzika”, dla nich jedynym wyjściem jest zakup zewnętrznego gryzonia.
Wepnijmy co się da
Laptop może nie jest „królem wybrzeża” w temacie portów, jednak jest tutaj wystarczająco dużo miejsc do wetknięcia przeróżnych rzeczy. Na lewej krawędzi widać po kolei: złącze zasilacza MagSafe, gigabitowy port sieci Ethernet, gniazdo mini DVI, port FireWire 400, dwa złącza USB 2.0 (co oznacza 2x wolniej niż FireWire ;), wejście i wyjście dźwięku (kombinowane analogowe z optycznym), miejsce na wpięcie zabezpieczenia w standardzie Kensingtona aby tego całego dobra nam nie “pożyczono”.

Można oczywiście ponarzekać czemu nie ma w kartonie kompletu przejściówek ze złącza miniDVI na VGA, DVI czy SVHS, dlaczego FireWire jest “tylko” 400 a nie 800, czemu są jedynie dwa porty USB. Dlaczego u licha wyciągnięto ze standardowej paczki pilota Apple do FrontRow?! Moje osobiste narzekanie skupia się wokół ostatniego — FrontRow w standardzie ale pilot już nie? Ktoś inny będzie pewnie miał swój główny zarzut w innym miejscu, ja mam w tym. Odpowiedzi nie znam, ale pytanie co potrzebujemy warto zadać sobie PRZED zakupem laptopa.
Wrażenia z codziennej pracy — ale się rozpisałem…
Komputer był moim towarzyszem zmagań z rzeczywistością i szarością dnia codziennego (praca-dom…) przez kilkanaście dni. Nie jest to czas wystarczający do wyciągania bezwzględnych wniosków o przydatności komputera w konkretnej sytuacji. Jak wszystkie opisy na mojej stronie traktujcie ten zbiór uwag jako pomoc, nie jako twardy wyznacznik waszych decyzji.
Waga komputera — wliczając w to oczywiście baterię i niewielki zasilacz — jest w zupełności akceptowalna. Nosiłem wszystko w plecaku wraz z niecałym kilogramem innych, “absolutnie niezbędnych” w miejskiej dżungli, rzeczy. Nie mam żadnego dedykowanego nosidła do laptopów, aby zbytnio nie narażać go na podrapania zakładałem mu ubranko. Robi tak z pewnością wiele osób, polecić w tym miejscu mogę ze spokojnym sumieniem wyroby z oferty Tucano (to nie jest tekst sponsorowany, sami znajdziecie linki;)).
Nie sądziłem, że wtyczka MagSafe zrobi na mnie i na znajomych tak wielkie wrażenie. Nieodmiennie pełen jestem podziwu zarówno dla pomysłowości jednych projektantów jak i dla braku tej cechy u wielu innych. Ileż lat komputery przenośne gwałtownie przemieszczają się w sposób absolutnie nieoczekiwany i zupełnie niezamierzony twardo lądując u naszych stóp? Poszczególne klocki układanki zwanej genialnym pomysłem znane są od dawna, trzeba było “tylko” umiejętnie poskładać wszystko w całość. Efekt? Próbowaliśmy z kolegą kilkanaście wariantów “przypadkowego potknięcia” o kabel. Z testów wyszło nam, że jedyną sytuacją w której MagSafe sobie nie radzi to ta, gdy laptop leży na podłodze i ktoś na niego nadepnie. W każdym innym kabel wyskakuje z gniazda a laptop wesoło świecąc matrycą zajmuje się swoimi zadaniami. Naturalnie jeśli nie ma w chwili rozłączenia w laptopie baterii komputer wyłączy się. Poczekajmy jeszcze kilka lat a i na to znajdzie się recepta.
Cały komputer jest wykonany z kilku rodzajów tworzywa sztucznego, ładnie się to wszystko prezentuje ale niestety miłośnicy wiecznie błyszczących powierzchni będą mieli sporo pracy aby zachować zewnętrzny lakier w idealnym stanie. Nie jestem pewien czy walka o zupełny brak zarysowań ma sens. Mimo mojego ostrożnego obchodzenia się z komputerem (nie kładłem go byle gdzie, w plecaku zawsze w pokrowcu, nic na nim nie stawiałem) podczas oględzin przed zapakowaniem i odesłaniem do Apple zauważyłem drobne ryski. Potrzebowałem do tego światła padającego pod kątem i dobrego wzroku, co nie zmienia jednak sytuacji — chcesz mieć laptopa bez rys musisz uważać. Od spodu są gumowe nóżki — konia z rzędem każdemu kto laptopa kładzie tylko na bezpiecznych powierzchniach pilnując aby pod spodem nic się nie znalazło.
Jak się pracowało? Doskonale! Leopard zachowywał się wyśmienicie (przypominam — 2GB RAMu), wszystkie aplikacje uruchamiały się płynnie i bez przestojów. Nie natychmiast jak na Mac Pro, jednak szybko. Nie poczułem żadnego “hamulca sprzętowego”, a jedyną aplikacją dostarczoną wraz z komputerem która potrafiła wymusić czkawkę były nowe efekty dodane do Photo Booth i iChat’a. Uruchomienie ich w wersji z nakładaniem obrazu z kamerki na materiał video przycinało system na chwil kilka i początkowo niewiele w tym płynności, po kilku sekundach sytuacja normalizowała się i można było udawać, że jest się na przykład w pracy umieszczając za sobą efektowną serwerownię;) Jest to jeden z tych “bajerów” za którymi teraz nieco tęsknię — iMac G5 jest za słaby, a przy Mac Pro nie mam kamerki.
Nie uruchamiałem na MacBooku programu Aperture, pobawiłem się jedynie trochę Lightroom’em. Nie sądzę aby na dłuższą metę był to dobry komputer do takich zastosowań — 13” to o kilka za mało jak dla mnie do porządkowania zdjęć. Owszem jak nie ma innej możliwości to da się i tak, ale jeszcze nie stanąłem pod ścianą. Od strony wydajności jest nieźle, no i zawsze mamy opcję podpięcia zewnętrznego monitora — decyzja należy do was. Zdecydowanie muszę podkreślić, że testowany MacBook nie jest “wołem roboczym” mimo stosunkowo silnej konfiguracji i nie widzę go w roli głównego komputera w segmencie pro (obojętnie czy w fotografii czy filmie).
Nie chcę tutaj roztrząsać co się da a co nie zrobić, jak ktoś musi to zrobi co ma do zrobienia i na słabszej maszynie, piszę jedynie jak widzę sprawę ze swojej perspektywy.
Z nawiązką za to nadaje się do wszelkich innych działań. Zmontujesz film z wakacji (o ile nie masz super hiper kamery full HD…), wykonasz czarujący pokaz slajdów, przeliczysz budżet domowy, przygotujesz biznesplan rodzinnej firmy słowem zrobisz bardzo wiele rzeczy szybko i bez czekania na efekt pracy komputera.
Najnowsze modele linii MacBook stanowią kuszącą propozycję zarówno na drugi komputer w domu jak i na miejsce wyższe — jedyny komputer. Zważywszy na możliwość podpięcia monitora mogącego pokazać 1920×1200 punktów oraz ogólne wrażenia z wydajności spokojnie mógłbym zamienić przeciętną konfigurację domową na tego rodzaju zestaw. Osoby zamierzające więcej oszczędzić będą spoglądały tęsknym okiem na niższy model z procesorem 2.1GHz. O ile sam procesor nie spowoduje szalonego obniżenia wydajności w porównaniu do wersji 2.4 to poważniej odczujemy skutek standardowej konfiguracji słabszego MacBook’a — 1GB RAMu. Pamiętajcie że układ graficzny całej serii (Intel GMA X3100) nie ma własnej pamięci, “podbiera” na swoje potrzeby do 144MB RAMu (do 160MB gdy podłączymy zewnętrzny monitor) więc z początkowego 1GB po odjęciu tego co potrzebuje grafika oraz system operacyjny dla nas i naszych aplikacji zostanie ilość pamięci wystarczająca na rozsądne warunki pracy, ale pełen komfort osiągniemy zwiększając ilość RAMu. Oczywiście wszystko zależy od trybu i rodzaju wykonywanej pracy, warto jednak pamiętać o zasadzie według której dodanie RAMu daje większy przyrost wydajności niż zmiana procesora na szybszy. Nie działa to bez końca, ale przeskok z 1GB na 2GB lub więcej jest bardzo dobrze wyczuwalny.
Najpoważniejszą rzeczą moim zdaniem mającą wpływ na decyzję kupić/nie kupić jest ekran. Nie jego wymiar ale rodzaj matrycy. Niestety producenci za nas zdecydowali co jest „lepsze” i kupienie teraz laptopa z matrycą inną niż „lusterko” jest niemożliwe nie tylko w świecie jabłkowym. Szukając komputerów dla pracowników uczelni borykam się zwykle z dwiema kwestiami: nieodpowiednia matryca i obowiązkowa Vista. Łatwiej znaleźć komputer na który są jeszcze sterowniki pod Windows XP niż coś co ma starszy ekran. Wiele osób zwraca uwagę na paskudny problem odbić męczących wzrok przez co nie da się powiedzieć, że laptop służy do pracy „w każdej sytuacji”. Zgadzam się, że na nowych ekranach barwy są „ładniejsze” niestety wynika to nie tyle z jakości prezentowanych zdjęć (na przykład) lecz z oszukiwania naszego wzroku. Na własny użytek nazywam to efektem aparatu Sony — produkty tej firmy znane są z takiej obróbki aby zdjęcie wywierało odpowiednie wrażenia. Prościutki od strony technicznej zabieg wygrał dla tej firmy wielu zwolenników. Podobnie dzieje się z matrycami w laptopach oraz komputerach stacjonarnych. Na chwilę obecną najbardziej poszukiwanym iMakiem jest podobno model z poprzednią wersją matrycy w rozmiarze 24″. To co widać na nowszych jest dla wielu niezbyt akceptowalne.
W testowanym MacBook’u matryca jest całkiem niezła w porównaniu na przykład do niektórych PCtowych laptopów z niezbyt wysokiej półki (gdzie określenie „lustro” powinno się zamienić na „oko Saurona” tak się wszystko odbija!). Niestety nie da się powiedzieć, że nie ma odbić. Aby nie przyczynić się do zmęczenia własnych oczu należy zwrócić uwagę na to gdzie rozkładamy się z dłuższym posiedzeniem. Na próbę umieściłem komputer w pozycji w której przy wyłączonym LCD widziałem lampy na suficie za mną. Po godzinie pracy oczy dały sygnał zmęczenia chociaż zwykle wytrzymuję dłużej bez problemów. Nie każdy musi reagować w ten sam sposób, ale według mnie każdy powinien dobrze przyglądać się komputerowi jeszcze w sklepie. Sprzedawca nie ma prawa nas poganiać w decyzji, a jeśli tak robi lepiej zmienić sklep.
Po przebrnięciu przez wszystkie za i przeciw, po rozważeniu wszelkich wątpliwości oraz po sprawdzeniu czy w najbliższym czasie nie ma jakiejś okazji dla Apple aby dokonać zmian (na przykład w cenach) w oferowanej linii komputerów będziecie gotowi do zakupu. Jeśli padnie na MacBook’a takiego jak w testach sądzę że nie będziecie zawiedzeni. O ile zakup będzie świadomy — z wiedzą na temat wad i zalet jakie w tekście powyżej starałem się nakreślić.
Za możliwość przeprowadzenia tak szybko testu (komputer dostałem tuż po połowie marca) oraz w ogóle za doskonałą współpracę w zakresie sprzętowo-informacyjnym dziękuję Apple Polska. Liczę wraz z Czytelnikami na kolejne owoce tej współpracy:)
Oceń artykuł po przeczytaniu: Proszę o ocenę tego tekstu przy pomocy gwiazdek. Dzięki temu będę wiedział czy temat i sposób jego ujęcia spodobał Ci się. Z góry dziękuję!

