Palce w raju… bez kabli

Kilka mie­sięcy temu wzią­łem na warsz­tat prze­wo­dową kla­wia­turę alu­mi­niową Ap­ple, te­raz mia­łem oka­zję za­po­znać się z ja­ko­ścią pracy jej bez­prze­wo­do­wej sio­stry. Pierw­szą róż­nicą, rzu­ca­jącą się w oczy za­raz po roz­pa­ko­wa­niu wcale nie jest brak ka­bla ale czę­ści nu­me­rycz­nej. Osoby wpi­su­ją­cej co­dzien­nie ko­lumny cyfr już wie­dzą, że nie jest to pro­dukt dla nich. Nie­stety na ra­zie nic nie wska­zuje aby miał po­ja­wić się mo­del wy­po­sa­żony w Blu­eto­oth i frag­ment nu­me­ryczny. Kon­struk­cja kla­wi­szy jak i me­cha­ni­zmu ukry­tego pod nimi jest wspólna dla obu wer­sji. Co wię­cej kla­wi­sze BT są iden­tyczne pod wzglę­dem układu i roz­mia­rów jak kla­wia­tura MacBooka.

Gdy po­ło­żymy oba alu­mi­niowe „na­le­śniki” obok sie­bie zo­ba­czymy że bez­prze­wo­dowa jest mi­ni­mal­nie bar­dziej stroma. Da się to wy­czuć przy bez­po­śred­nim po­rów­na­niu, w cza­sie pracy zmiana kąta na­chy­le­nia przy prze­siadce jest cał­ko­wi­cie po­mi­jalna. Trak­tuj­cie tą in­for­ma­cję w ka­te­go­riach cie­ka­wostki bo wpływu na kom­fort nie ma to moim zda­niem żad­nego. Przy­zwy­cza­je­nia wy­ma­gał tylko inny kształt i układ kla­wi­szy kur­sora. Pierw­sze dni były chwi­lami iry­tu­jące gdy nie tra­fia­łem we wła­ściwe kla­wi­sze. Przy­zwy­cza­je­nie przy­szło dość szybko i te­raz nie mam już przy­gód z tym związanych.

Kla­wia­tura ma od spodu umiesz­czone okrą­głe, gu­mowe nóżki, a w gór­nej czę­ści w któ­rej jest po­jem­nik na ba­te­rie lub aku­mu­la­torki AA są dwa pa­ski an­ty­po­śli­zgowe — jak na­zwa wska­zuje kla­wia­tura dzięki temu nie ucieka nam pod­czas pisania.

Ba­te­rie są za­my­kane ma­syw­nym „kor­kiem” któ­rego po­mysł (nie wiem czy ory­gi­nalny wy­mysł Ap­ple czy nie) zro­bił na mnie duże wra­że­nie. Taki dro­biazg, a za­pla­no­wany i wy­ko­nany z pre­cy­zją godną szwaj­car­skiego zegarka.

Prze­ciw­le­gły kra­niec to przy­cisk włącz/wyłącz utrzy­many w kon­wen­cji Ap­ple ta­kich ele­men­tów. Na wierz­chu spryt­nie ukryto lampkę in­for­mu­jącą o sta­nie kla­wia­tury. Po wci­śnię­ciu przy­ci­sku za­pala się na kilka se­kund, gdy zo­sta­nie na­wią­zane po­łą­cze­nie z kom­pu­te­rem ga­śnie. Gdy kom­pu­tera nie ma lampka mruga aby zwró­cić na­szą uwagę na pro­blem. Aby wy­łą­czyć kla­wia­turę trzy­mać na­leży przy­cisk przez około 4 se­kundy, przez ten czas lampka pali się stale i ga­śnie po wyłączeniu.

Pod­czas pierw­szego po­łą­cze­nia opro­gra­mo­wa­nie wy­maga wy­ko­na­nia pro­ce­dury pa­ro­wa­nia czyli przy­pi­sa­nia urzą­dzeń do sie­bie. Dzięki temu je­śli w jed­nym po­miesz­cze­niu znaj­dzie się kilka ta­kich ze­sta­wów każdy bę­dzie ob­słu­gi­wał „swój” kom­pu­ter, a nie są­siada. Z ra­cji du­żej po­pu­lar­no­ści wszel­kiej ma­ści te­le­fo­nów z BT pro­ces jest do­brze znany. Dla nie­zo­rien­to­wa­nych na ekra­nie po­ja­wiają się pod­po­wie­dzi co na­leży zrobić.

Mi­ghty Mo­use bez ogonka ma dla mnie ogromną za­letę w po­rów­na­niu do ogon­ko­wej wer­sji: czuj­nik la­se­rowy. Po­przed­nio na moim, mocno la­kie­ro­wa­nym, bla­cie mu­sia­łem uży­wać pod­kładki czego nie lu­bię. Ina­czej mysz czę­sto wpa­dała w amok nie mo­gąc stwier­dzić czy i gdzie zo­stała prze­su­nięta — po­włoka la­kie­rowa sku­tecz­nie wy­pro­wa­dza optykę urzą­dze­nia na ma­nowce. La­ser jest nie­wi­doczny (co może ma dla ko­goś zna­cze­nie), do­kład­niej­szy i bar­dziej to­le­ran­cyjny dla po­wierzchni na któ­rej pracuje.

Mysz jest za­si­lana do­myśl­nie z dwóch ba­te­rii, ale je­śli nie bę­dzie prze­szka­dzało ogra­ni­cze­nie za­sięgu można pra­co­wać przy wło­żo­nej jed­nej sztuce. Nie­po­koję się je­dy­nie o kulkę po­nie­waż nie zmie­niono me­cha­ni­zmu w ja­kim pra­cuje. W ra­zie za­bru­dze­nia bę­dzie trzeba po­szu­kać nie­in­wa­zyj­nych me­tod czysz­cze­nia — myszka pre­zen­tuje się bar­dzo ład­nie, szkoda by było ją roz­bie­rać po­nie­waż pra­wie na pewno bę­dzie to po­tem widać.

Za­sięg urzą­dzeń jest we­dług mnie bar­dzo do­bry, mogę pra­co­wać z każ­dego punktu miesz­ka­nia. Teo­re­tycz­nie po­winno dać się wy­ko­rzy­stać ze­staw pod­czas pre­zen­ta­cji na du­żej sali ale nie mia­łem oka­zji aby to spraw­dzić. Nie wiem na jak długo star­czą ba­te­rie, tym bar­dziej że no­to­rycz­nie za­po­mi­nam o wy­łą­cza­niu — aby wy­łą­czyć mysz trzeba prze­su­nąć su­wak na spo­dzie za­sła­nia­jąc jed­no­cze­śnie układ optyczny. Z tego co sły­sza­łem od zna­jo­mych ma­ją­cych znacz­nie dłuż­szy staż pracy bez ka­bli mogę li­czyć na dłu­gie mie­siące spo­koju. W kom­ple­cie z kla­wia­turą były ba­te­rie al­ka­liczne, z myszką — li­towe. Gdy zu­żyją się za­mie­nię je na aku­mu­la­torki które już na­pra­co­wały się w lam­pie bły­sko­wej, przejdą na eme­ry­turę na nowe sta­no­wi­sko. Dzięki wskaź­ni­kom stanu po­ka­zu­ją­cym się w Pre­fe­ren­cjach sys­te­mo­wych będę wie­dział kiedy pora prze­ło­żyć ba­te­rie do łado­warki na noc.

Jaki jest mój ra­chu­nek zy­sków i strat? Prze­siadka na in­ter­fejs bez­prze­wo­dowy za­owo­co­wała… po­rząd­kiem na biurku oraz moż­li­wo­ścią za­ję­cia wy­god­niej­szej po­zy­cji cho­ciażby pod­czas ozna­cza­nia gwiazd­kami zdjęć — nie za­wsze trzeba sie­dzieć w po­zy­cji biu­ro­wej przed kom­pu­te­rem. Stra­ci­łem porty USB z kla­wia­tury prze­wo­do­wej, jed­nak by­łem na to przy­go­to­wany — usta­wi­łem bli­żej hub USB — więc nie jest to do­tkliwy problem.

W cza­sie gdy mia­łem MacBook’a do te­stów pa­ra­dok­sal­nie wy­god­niej pra­co­wało mi się ma­jąc kom­pu­ter nieco da­lej na sto­jaku, a kla­wia­turę i myszkę na kolanach.

Za­miast pod­su­mo­wa­nia jedno słowo — polecam.

Kla­wia­tura i mysz tra­fiły w moje ręce dzięki fir­mie Alfa-Soft z Ra­do­mia — dzię­kuję! Warto klik­nąć w ten link i spraw­dzić ceny…


Oceń ar­ty­kuł po prze­czy­ta­niu: 1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (1 vo­tes, ave­rage: 5,00 out of 5)
Pro­szę o ocenę tego tek­stu przy po­mocy gwiaz­dek. Dzięki temu będę wie­dział czy te­mat i spo­sób jego uję­cia spodo­bał Ci się. Z góry dziękuję!