Tak, przyznaję się do karygodnego zachowania — ukryłem ważną informację przed Czytelnikami, kolegami, znajomymi i wszystkimi w ogóle. Nie jedyną i nie po praz pierwszy, ale w końcu nie trzeba zaraz się obnażać do ostatniej sztuki bielizny. Nie jesteśmy na “naszej klasie” ;)
Od kilku dni mam niekłamaną przyjemność być posiadaczem (spokojnie, nie kupiłem — mam do testów, ale nie z SADu ;)) najcieńszego, najbardziej aluminiowego i najbardziej kontrowersyjnego produktu Apple od wielu miesięcy. Właściwie nie pamiętam co ostatnio wywoływało równie gorące zachowania na forach i w komentarzach. Może poza wprowadzeniem płatnego softu do Touch’a. Każdy ma swoje zdanie, zwalcza zajadle przeciwnika, a wszyscy czekają na możliwość zobaczenia MacBook Air na żywo. I tu jak zwykle jest część kłopotu — niewiele uczestników dyskusji go widziało. Kiedyś już to pisałem prawda? Przy innym produkcie ale mechanizm jest uniwersalny. Sam nie jestem bez winy — od razu zawyrokowałem, że laptop mi się nie podoba bo ma czarną klawiaturę która nie komponuje się z obudową. A też go jeszcze wtedy nie oglądałem inaczej niż na zdjęciach.
Już w czasie pierwszego spotkania podczas prezentacji w Warszawie wstręt (przesadziłem :)) błyskawicznie przeszedł w zauroczenie. Gdybym pisał te słowa tylko na podstawie tamtej, kilkunastominutowej szansy na poklikanie prawdopodobnie cała moja opinia byłaby niewiele warta bo przesłodzona. Nie rozwodzę się dłużej, przechodzimy do systematycznej wiwisekcji opartej na egzemplarzu testowym MacBook Air w słabszej wersji (procesor 1,6GHz, “zwykły” dysk 80GB). Nie będę przytaczał szczegółowo parametrów technicznych, łatwo można je sprawdzić na stronach Apple Polska.
Obudowa i wygląd zewnętrzny
Aluminiowy, nieduży, bardzo lekki. I cienki proszę Państwa, jest tak cienki że wstyd podłączać do niego najnowszą klawiaturę Apple — laptop jest niższy! Wyglądają obok siebie jak zwykły komputer i stara klawiatura stykowa o ile pamięta ktoś jakie to potrafiło być obszerne. MacBook Air wbrew swoim wymiarom leży dobrze w dłoni, na początku nie mogłem się powstrzymać przed łapaniem w dwie ręce bojąc się jakiegoś wygięcia całości. Zupełnie niepotrzebnie ponieważ wszystko jest niezwykle sztywne i jedyne co przywodzi na myśl chęć przełamania na kolanie to właśnie grubość. Posiadacze wspomnianej klawiatury mieli początkowo być może podobne obawy i odczucia.
Obśmiana przeze mnie czarna klawiatura na żywo wygląda lepiej — przyznaję, ale dalej pozwolę sobie zostać przy opinii, że inna wersja kolorystyczna byłaby lepsza. Szara może lub stalowa? Pamiętam oczywiście o podświetleniu, cieszę się bardzo że jest i że można je w razie potrzeby wyłączyć (na przykład gdy leci film). Jest to zdaje się dokładnie taka sama klawiatura jak w innych MacBook’ach, nie miałem jak tego porównać ale jestem prawie pewien że tak jest.
Od strony projektu obudowy — poza kolorem klawiatury — nie mam do czego się przyczepić. Laptop jest po prostu śliczny urodą szczeniaka, nie każdy musi mieć zwierzątko ale zdecydowana większość normalnych ludzi “mięknie” na widok takiego malucha. MacBook Air wywołuje zbliżone odczucia. Nie wiem czy jest to w istocie najcieńszy laptop jaki można kupić, ale bez dwóch zdań wygląda najlepiej ze wszystkich jakie znam osobiście lub ze zdjęć. Przy nim każdy inny komputer robi wrażenie jak składak z supermarketu przy iMakach.
Wszystkie złączenia, zaokrąglenia, śrubki są dokładnie wykonane. Nie ma jak podrzeć sobie rajstop trzymając go na kolanach — to nie ja robiłem ten test :)
Miejsca takie jak gniazdo zasilania — przy którym ciągle nie mogę wyjść z podziwu czemu nikt wcześniej nie wpadł na rozwiązanie w stylu MagSafe — oraz uchylna “półka” z portami także nie mają raczej szans nic zaczepić czy uszkodzić.
Gniazda — których jak wiecie wiele nie ma — są umieszczone pomysłowo, jednak w szczególnych przypadkach ich umiejscowienie może być przyczyną kłopotów. Jeżeli podpinane urządzenie lub wtyczka wymagają zwiększonej ilości miejsca wokół siebie nie jest wykluczona konieczność zastosowania przedłużki. Porty są względnie płytko, ale ich osłona zajmuje miejsce. Przed zakupem warto sprawdzić ten drobiazg.
Z racji braku napędu optycznego jedyną ruchomą rzeczą jest wspomniana “półka” z gniazdami. Jak dla mnie brak DVD czy CD nie jest problemem. O rozwiązaniu zastosowanym w to miejsce przez Apple napiszę trochę niżej.
Pora włączyć zasilanie
Drugim zaskoczeniem po wyglądzie jest jakość i jasność ekranu. Jest to pierwszy laptop w moich rękach z nowym podświetleniem (opartym o diody LED), Jobs nie przesadzał: pełna moc od pierwszych sekund pracy. Proponuję nie porównywać z innymi komputerami aby nie robić ich posiadaczom przykrości. W obudowie wyświetlacza, obok kamery jest czujnik natężenia światła zewnętrznego pozwalający na dobranie odpowiedniego poziomu podświetlenia klawiatury i ekranu.
Po kilku godzinach pracy komputer nagrzewa się ale do znośnego i ledwie zauważalnego poziomu. Robi się ciepły i tyle. Nie parzy, nie gotuje powietrza, nie każe zastanawiać się nad własnym zdrowiem po kolejnym maratonie z komputerem na kolanach. Jest także cichy, co jednak posiadaczy innych modeli laptopów Apple nie powinno jakoś specjalnie zaskakiwać. Siłą rzeczy przy zastosowanej prędkości taktowania wychłodzenie procesora nie jest wyzwaniem na miarę XXI wieku. Wbudowany wentylator jest sprawny, efektywny i w czasie pracy powoduje zupełnie pomijalny hałas. Można go zmusić do wydania z siebie nieco więcej decybeli ale i tak nie powoduje to jakiegoś drażniącego uszy efektu.
Na klawiaturze pisze się bardzo wygodnie, komputer trzyma się płaskich powierzchni takich jak blaty bez problemu dzięki nóżkom. Przeniesienie go na kolana daje po raz kolejny fantastyczne uczucie lekkości, a przy okazji można sprawdzić stabilność. Nie leci do tyłu zapewne głównie dzięki wadze baterii bo patrząc z boku można odnieść chwilami wrażenie że zsunie się z nóg osoby piszącej. Z pewnością potrzeba jest czasu aby przestać wyciągać błędne wnioski wynikające z wyglądu całości — nie spadnie, łatwo daje się otworzyć jedną ręką bez przytrzymywania, nie pęknie trzymany za jeden koniec. Przypomina to troskę rodziców o pierwsze dziecko i obchodzenie się z nim “jak z jajkiem”, przy kolejnym sytuacja normalnieje.
Co z napędem DVD?
Żyjemy jeszcze póki co w czasach gdy napędy i nośniki optyczne są powszechne. Brak takowego wydaje się kolosalnym błędem ale tylko do chwili gdy poważniej się nad tym zastanowić. Nie mam w chwili obecnej żadnego laptopa na własność, ale nawet na komputerze domowym bardzo sporadycznie używam DVD. Jedynie do nagrywania zdjęć czy innych danych. Prawdopodobnie gdybym musiał wyciągać go za każdym razem z szafy i podpinać nie przeszkadzałoby mi to specjalnie. Macie teraz wgląd w tło na podstawie którego mogę napisać, że krok Apple w stronę laptopów bez DVD uważam za trafiony. Sądząc po kilku sondażach w Sieci inni mają zbliżone wrażenia.
W przypadku MacBook Air zastosowano podobną filozofię prowadzącą do wydłubania napędu z laptopa celem zmniejszenia wagi. Znam ludzi którzy z Powerbooka 12stki wyciągali napęd właśnie w celu poprawienia wagi (pozdrawiam kolegę Pawła ze znajomego bloga;)). Nie da się jednak zupełnie wykluczyć chwili kiedy jakiś napęd byłby wskazany. Rozwiązania są dwa. Jedno tańsze bo darmowe i w zestawie, lecz nieco okrojone oraz podejście tradycyjne — skoro nie ma napędu to trzeba dokupić. Wydatek 99$ nie brzmi specjalnie groźnie przy cenie całości, za to podpięty napęd psuje wrażenie jakie robi MacBook Air. Nie ma to jednak jak pójście drogą skąpcy — zostajemy przy darmowym sofcie.
Na dołączonych do zestawu płytkach jest program dedykowany dla komputerów będących w naszym domu lub w pracy umożliwiający korzystanie z wbudowanego w nie napędu optycznego. Pod jednym warunkiem: musi to być system Windows lub Mac OS X. Posiadacze Linuxa znów ucieszą się na taką informację. Nie miałem kiedy poszukać dla was rozwiązania, ale wydaje mi się że przy odrobinie kombinowania powinno dać się zmusić napęd pozostający pod kontrolą “pingwinka” do podzielenia się zawartością. Temat jest otwarty, do dalszej analizy.
Niestety nawet posiadacze “właściwych” systemów nie będą do końca zadowoleni. Tak udostępniony napęd może nam posłużyć do ponownej instalacji systemu lub wgrania jakiegoś oprogramowania czy plików. Kropka. Żadnego zgrywania muzyki do iTunes z płyt audio, odtwarzania materiałów DVD. Skoro masz MacBook Air automatycznie w kwestiach muzyczno-filmowych zdajesz się na sklep iTunes. Proste? I zgodne z życzeniem firmy. No pewnie że można to obejść przygotowując DVD czy CD w wersji do skopiowania przez sieć, ale to jednak dodatkowe kroki niekoniecznie przez wszystkich lubiane. Jest to jedna z tych cech o których koniecznie trzeba pamiętać aby po wydaniu pieniędzy nie być zdziwionym.
W komplecie do laptopa dołączone są kabelki pozwalające na przyłączenie zewnętrznego monitora. I tutaj zostałem zaskoczony — bez problemu można podpiąć i używać w pełnej rozdzielczości 23” Apple Cinema Display — przypomnę 1920×1200. Przesiadka z 13,3” na taką taflę pikseli daje uczucie wyjścia w przestrzeń. Ale lepiej za długo tam nie przebywać bo powrót może być bolesny. Ekran jest śliczny ale jednak to tylko 13,3”… Marudzę prawda?
Poklikajmy wreszcie
Dość o sprzętowo — estetycznych walorach, zasiadamy do systemu czy raczej jego bardzo interesującej, nowej funkcji: multitouch. Sam system operacyjny jaki jest większość z was na pewno wie bo ma go w domu. Jak ktoś nie ma to niech zastanowi się czy nie warto za chwilę — po wyjściu paczki 10.5.2 — dokonać zmiany.
Touchpad jest duuuży, jeszcze kilka cali w każdą stronę i będzie spełnienie moich marzeń o tablecie macanym palcami. W jego konstrukcji nie ma nic pasjonującego, dopiero w połączeniu z oprogramowaniem jest się czym zachwycać. Z drugiej strony posiadacze Touch’a i iPhone’a mogą w zasadzie powiedzieć: nic nowego. I będą mieli rację, to zastosowanie takiego rozwiązania w laptopie jest nowością.
Wszystkie gesty wbudowane w system są bardzo dokładnie pokazane, dzięki czemu nie będziemy zaskoczeni gdy system zareaguje na użycie trzech palców. Warto na początku przećwiczyć wszystkie możliwości aby przyzwyczaić się do innego trybu pracy. Idzie to bardzo szybko i jest w zasadzie intuicyjne. Trzeba także zapamiętać co który gest robi w poszczególnych programach. Przyzwyczajenie poszło bardzo szybko, za to powrót do mojego komputera będzie podszyty żalem — multitouch nie mam.
Coś na kształt podsumowania
Szkoda, że nie mogę go zabrać ze sobą. Obiecałem pewnej uroczej damie, że będę pisał niemal codziennie, a na wyjeździe nie ma się co czarować — każdy kilogram oznacza pot i ewentualne problemy przy transporcie, a ja zwykle noszę wszystko na własnych barkach. MacBook Air byłby doskonałym kompanem takich wypraw. Trzeba tylko zabrać baterie słoneczne lub zasilacz w zależności od potrzeb oraz telefon satelitarny lub komórkę z odpowiednim modemem. Wydaje mi się że mimo szerokiej krytyki pochodzącej od “zwykłych” użytkowników to rozwiązanie może znaleźć całkiem sporo amatorów. Zapewne nie kupię go sobie ot tak za tydzień, ale jeżeli Jobs trafił z pomysłem w zapotrzebowanie bardzo małego (według mnie, ale nie wiem tylko zgaduję) rynku to z czasem cena powinna zejść do poziomu akceptowalnego także dla szerszego grona patrzącego jednak od czasu do czasu na ceny tego co kupują.
Nie wszyscy mają problemy z gotówką, nie każdy musi ograniczać się do jednego czy dwóch komputerów w domu, nie wszyscy potrzebują sześciu portów USB, gniazda Ethernet oraz dwóch portów FireWire, nie każdy musi mieć wymienną baterię i napęd DVD. Zapewne ilość ludzi na Ziemi spełniających te kryteria nie liczy się w milionach, ale widocznie nie są to pojedyncze egzemplarze skoro w Apple wpadli na pomysł, aby zrobić laptopa o parametrach dla nich właśnie. Pomyślcie sobie o MacBook Air jak o Lamborghini Reventon, wtedy łatwiej jest zrozumieć ideę stojącą za projektem (na iTunes jest podcast “The World of Lamborghini” w którym widać o co mi idzie).
Wiele można powiedzieć o Apple, ale idioci raczej tam nie pracują. Zgodzę się, że MacBook Air to ryzykowny projekt. Pomylić się mogą (patrz pierwsza wersja Apple TV lub jeśli pamiętacie historia G4 Cube), wyciągną wnioski na przyszłość, a na razie pozostaje nam poczekać i zobaczyć co się będzie działo. Nie jestem zwolennikiem wszechstronnych analiz z serii powiem wam co będzie za miesiąc czy dwa i jak bardzo Jobs będzie zadowolony/smutny jednak rozumiem, że czymś łamy gazet trzeba wypełnić — spodziewajcie się masy tekstów na temat MacBook Air bo to jest wygodny, gorący temat o którym da się pleść androny w nieskończoność. Ja na szczęście wyjeżdżam, a jak wrócę na topie powinien być SDK do platformy mobilnej Apple.
Zdjęć nie ma, powód jest prosty — w Sieci jest ich tyle, że szkoda się dublować (nie mam nielimitowanego transferu na stronie), a już na pewno nie rozbiorę go aby zrobić fotki w środku. Spodziewam się że temat przyciągnie ponadnormatywną liczbę zainteresowanych więc lepiej jak będzie do pobrania mniej obrazków. Tak, wiem sknera ze mnie :)
Pozdrawiam wszystkich czytających M@kowca stale, witam okazjonalnych Gości i do przeczytania po moim powrocie w marcu.
Paweł Dworniak
PS
Aby nie komplikować nikomu życia jeszcze jedno — zgadzam się na przedruk/skopiowanie tekstu pod jedynym warunkiem: podanie autora i źródła. O ile jest to warte wzmianki gdziekolwiek…
Oceń artykuł po przeczytaniu: Proszę o ocenę tego tekstu przy pomocy gwiazdek. Dzięki temu będę wiedział czy temat i sposób jego ujęcia spodobał Ci się. Z góry dziękuję!

(5 votes, average: 4,20 out of 5)
