Pierwsza myśl po rozpakowaniu kartonu i ustawieniu monitora na biurku — ależ on jest wielki! Rozmiar ekranu bez wątpienia potęgował „malutki” iMac G5 17″ oraz ogólnie niewielki metraż pracowni w domu. Ponieważ paczka odebrana od kuriera przesiąknięta była zimnym powietrzem miałem sporo czasu na dokładną lustrację.

Jednak mimo swojej wielkości monitor nie jest przesadnie ciężki. Od strony projektu nie zaskakuje, raczej doskonale wpisuje się w obecną linię wzorniczą Apple: aluminium, szkło, dominująca czerń całości i biel kabli, lustrzana matryca. Nie chcę umniejszać pracy projektantów, lecz nie narobili się zbytnio przetwarzając poprzedni wygląd Apple Cinema Display na współczesną wersję domów ze szkła i … aluminium. Czytują Żeromskiego za oceanem?
Najciekawsza zmiana w mojej ocenie to sposób podłączenia komputera. Z tyłu monitora jest miejsce na typowy kabel zasilający oraz drugi, niosący w sobie trzy role. Teraz uwaga, będzie sztuczka. Stawiamy MacBook’a na biurku, wpinamy kolejno trzy wtyczki: zasilanie, USB oraz Mini DisplayPort i to wszystko. Zasilacz od laptopa możemy odłożyć. Laptop czerpie energię z sieci za pośrednictwem monitora, jednocześnie przesyłając sygnał obrazu przez DisplayPort, dźwięk i dane z kamery iSight przez USB. Ponieważ monitor ma wbudowane z tyłu trzy dodatkowe gniazda USB mamy tym samym hub’a do dowolnego wykorzystania.
Z doświadczenia wiem, że usytuowanie gniazd na tyle monitora może i jest ładne, ale w praktyce i tak elementy częściej wpinane wygodniej jest podłączać przez dodatkowy, zewnętrzny hub leżący na biurku lub gdzieś w zasięgu ręki. Co nie zmienia faktu, że wbudowanie złącz w monitor jest sporym plusem.
Tak pomyślana konstrukcja kabla do laptopa daje wielką poprawę estetyki stanowiska pracy! Wydawałoby się co tam jeden czy drugi kabelek — nikt nie zauważy jak jakiś przybędzie. Podłączenie MacBook’a jest bardzo wygodne i łatwe do wykonania. Kto pomagał lub sam wpinał „pecety” do zewnętrznych monitorów wie, jak wielkie jest pole do popisu dla zmyślnych programistów i inżynierów chcących „umilić” życie problemami: podłącz wtyczkę, wciśnij kombinację klawiszy, a jak nie zadziała skontaktuj się z administratorem. U mnie w pracy jest to problem numer dwa, zaraz po papierze zacinającym się we wszystkim z niszczarkami włącznie.
Popatrzcie po swoich biurkach. Mimo wieloletniej walki z ośmiornicami pod i nad biurkiem także u mnie nie widać szczególnej ilości wolnego miejsca. Teoretycznie konstrukcje komputerów takich jak iMac oszczędzają nam kilku kabli, ale to co wpinamy do nich z nawiązką wypełnia braki. Należy pochwalić Apple za walkę z bałaganem, prosimy o więcej tego rodzaju idei wcielanych w życie. Biurko z ukrytym zasilaniem indukcyjnym dla laptopów i wszystkiego co na nim położymy?

Niestety to co stanowi o zaletach łatwo przekuć można w recenzji na wadę — Apple Cinema Display LED 24″ jest przeznaczony tylko do konkretnych przedstawicieli rodziny MacBook. W innych komputerach po prostu nie ma (jeszcze) odpowiedniego portu video. Jutro Macworld i wystąpienie Shiller’a więc jest szansa na nowe modele posiadające już odpowiednie złącza.
Po rozgrzewce włączamy
Temperatura wnętrza pokoju i urządzeń została wyrównana więc można bezpiecznie włączyć „zestawik”. Z racji powierzchni ekranu pierwsze wrażenie jest niemal porażające. Najbardziej wyrafinowana tortura jaką zastosowałem to było pokazanie niczego nie spodziewającym się kolegom z pracy zapowiedzi kinowych w pełnej rozdzielczości. Trzeba przyznać że sam także patrzyłem i patrzyłem, a potem kolejny film i następny. Oczu nie mogłem oderwać dosłownie, podobnie jak wszyscy oglądający. Duży kąt widzenia daje złudzenie, że można będzie patrzeć niemal zza monitora a i tak obraz będzie piękny (o kolorach nieco dalej).
Współczuję nabywcom tego cuda problemów jakie ściągają sobie na głowę. Skąd mianowicie weźmiecie materiał filmowy do oglądania na takim wyświetlaczu? Przecież nie można w kółko podziwiać zapowiedzi kinowych czy demonstracyjnego materiału HD.
Sprawdziłem jak będzie wyglądał koncert zapisany na DVD — wylazła cała miernota tego standardu zapisu. Obraz był znacznie gorszy, oglądanie z bliska ujawnia wszelkie wady i niedociągnięcia. Chcecie wiedzieć jak wyglądają filmy z płytek 700MB? Wierzcie mi, nie chcecie. Odtworzycie z łatwością podobny efekt powiększając cokolwiek z Youtube na cały ekran. Obraz będzie zbliżony w zależności od rozmiaru posiadanego monitora i rozdzielczości.
Zdaje się że podobny kłopot mają wszyscy którzy dali się złapać w pułapkę wczesnego kupowania telewizorów HD. Zanim będzie na nich co oglądać w sklepach pojawią się dwukrotnie lepsze wersje za trzy razy mniej pieniędzy. Jak zwykle trochę podkolorowuję i przebarwiam, ale robię to samo co lustrzane wyświetlacze z fotografiami — wykopują kontrast pod gwiazdy i na przykład tworzą na bazie czerwieni rzeczywiście zawartej w obrazie coś czego w nim nie ma — jeszcze więcej czerwieni. Subtelniejsze, ale również do wychwycenia przez laika zmiany pojawią się na ludzkiej skórze. Bardzo łatwo jest wpaść w pułapkę retuszowania nieistniejących problemów.
Wyobrażam sobie jak „komiczna” może być sytuacja gdy ktoś będzie się starał uzyskać na wydrukach dokładnie to co na ekranie. Podobno niektóre kalibratory udają, że radzą sobie z kalibracją „lustrzanek” i zadowolone obwieszczają sukces. Popytałem wśród znajomych, poszperałem w Sieci i nie znalazłem przekonującego przykładu poprawnej kalibracji. Być może sprzęt za krótko jest na rynku i trzeba się nauczyć z nim i na nim pracować? Skłaniam się jednak ku opinii, że to nie wina braku doświadczenia operatorów tylko konstrukcji monitora.
Zwykła praca
Co można zrobić gdy ma się do dyspozycji tak dużą przestrzeń do pracy? Odłóżmy na chwilę zdjęcia i DTP. Może montaż filmu z wakacji? Proszę bardzo. Komfort pracy zwiększa się niesamowicie, ilość informacji obecnej na ekranie za jednym razem początkowo przytłacza i może doprowadzić do syndromu meczu tenisowego gdy zaczniemy rozglądać się na prawo i lewo kręcąc przy tym głową, a nie tylko gałkami ocznymi. Gdy już oswoimy się z położeniem ikon i reszty elementów interfejsu montaż idzie bardzo sprawnie chociażby dlatego, że wyraźnie widać co i kto jest na poszczególnych ujęciach.
Problem nadmiaru przestrzeni urośnie gdy zechcemy przygotować prosty dokument w Pages czy przeliczyć domowy budżet w Numbers. Według mnie 24″ to zbyt wiele do takich celów. Chyba że chcecie mieć obok siebie otwarte Pages, Safari i film. Inaczej większość pikseli będzie świeciła na próżno. Ciężko jest mnie zaliczyć do walczących ekologów, ale praca w oknie 800×500 na takim monitorze to na prawdę marnotrawstwo energii.
Okiem foto i refleksje końcowe
Czytałem o miłości od pierwszego wejrzenia. Gdy pierwszy raz spojrzałem w matrycę zastępującą matowe rozwiązania i zobaczyłem tam… siebie o miłości mowy być nie mogło. Egoizm tak, ale gapienie się całymi dniami we własne odbicie? Dla mnie przesada. Sądzę że w laptopie udałoby mi się ten problem jakoś przełknąć, ale w przypadku stacjonarnego monitora który miałby pełnić u mnie rolę głównego już nie.
Rozumiem, że dla niewprawionego oka wszystko wygląda na nowych ekranach „jakieś takie ładniejsze”, kolory wydają się wypływać na biurko, papuga znad Amazonki za chwilę wleci nam do pokoju, a zdjęcia z wakacji wyglądają jakby były robione w innym miejscu niż faktycznie byliśmy (to nasz obskurny hotel w Turcji był tak malowniczy? ;)).
W mojej niby audiofilskiej głowie urodziło się automatycznie porównanie do świata dźwięków. Na rynku jest obecny sprzęt dla bardzo wyrafinowanego (i bogatego) użytkownika, a także rozwiązania z szeroko dostępnej półki popularnej. Sami powinniśmy ocenić własne możliwości słuchowe, czy będziemy potrafili docenić jakość dźwięku z kolumn w cenie małego samochodu. Jeśli nie to po prostu szkoda kasy (snobizm to temat na osobny tekst).
W przypadku monitorów, czy innych urządzeń do wszelkiej prezentacji obrazów, recenzje, testy i opinie — także moje — powinny być jedynie wskazówką zawężającą pole zainteresowania do kilku modeli wśród masy ofert. Na końcu i tak najważniejsze jest to, jak my widzimy obraz na monitorze i wydruk na papierze. Co z tego że są monitory (znacznie droższe od opisywanego) wyświetlające obraz perfekcyjnie, skoro nam bardziej będzie się podobało to co widać tutaj. Wydajemy swoje pieniądze, kupujemy dla siebie więc pora olać marketing i wybrać na miarę własnego oka i potrzeb. Najnowszy Apple Cinema Display jest bez wątpienia doskonałym produktem. Świetnie wykonany, ma duże możliwości, zaskakująco ładnie gra, a wygląd bez wątpienia świadczy o (wysokiej!) cenie.
Pozostaje pytanie o grupę docelową dla której jest przeznaczony. Moim zdaniem profesjonaliści z branży DTP kupią go co najwyżej rodzinie żeby przestali przesiadywać przy monitorach taty/mamy nad zdjęciami z ostatniej imprezy u Kaśki. Jest duża szansa że nie zauważą różnicy, a jeśli nawet to wbudowana kamerka przekona ich co jest lepsze. Rodzic spokojnie zajmie się dalszą pracą. Podobnie postąpi bliższa mi branża fotograficzna — jeśli już kupi, to nie jako podstawowe narzędzie do pracy nad zdjęciami.
Dopuszczam oczywiście swoją omylność, sam czytałem dwie recenzje wychwalające pod niebiosa to co ja sprowadzam na ziemię. Może ktoś potrafi udowodnić dobrą wierność oddawania barw najnowszego monitora Apple, a tylko ja źle patrzę. Chętnie nauczę się czegoś nowego.
Urządzenie do testów otrzymałem z firmy iSource.
Oceń artykuł po przeczytaniu: Proszę o ocenę tego tekstu przy pomocy gwiazdek. Dzięki temu będę wiedział czy temat i sposób jego ujęcia spodobał Ci się. Z góry dziękuję!

(2 votes, average: 4,50 out of 5)