Zanim zanurzycie się w lekturze artykułu proponuję zapoznanie się z poprzednim tekstem o głośnikach z firmy Scandyna. Znajdziecie w nim trochę informacji o moim “środowisku testowym”, delikatnym zboczeniu audiofilskim oraz o samych głośnikach mających wielkie szanse zdobycia miejsca w waszych domach.
Przedmiotem naszego zainteresowania w dniu dzisiejszym będzie niezwykła stacja dokująca dla iPod’a. Co za uproszczenie! To nie kolejna stacja lecz najprawdziwszy w świecie wzmacniacz lampowy dający szansę na wysłuchanie ulubionych utworów jakby w nowej aranżacji — dźwięków wydawać się może więcej, są głębsze, mają lepszą barwę… Ale ja już zagłębiam się w recenzji gdy miał to być wstęp do testu wzmacniacza lampowego Roth Music Cocoon 4 wraz z kolumnami OLi 1 otrzymanych z firmy “La paoli design”.
Osoby parające się zawodowo lub hobbistycznie testami sprzętu audio serdecznie przepraszam za niefachowe słownictwo, brak opisu triod, transformatorów i całej reszty ciekawych rzeczy. Jeśli chcecie zrobić wersję “pro” opisu Pan Szymon z “La paoli design” na pewno chętnie umówi się na specjalistyczne testy.
Po co te żarówki?
Każdy posiadacz iMaka na pewno kilkakrotnie słyszał pytanie o resztę komputera zadawane przez znajomych spoza “kręgu” Apple. Podobnie właściciele wzmacniaczy lampowych słyszą: “po co te żarówki?”. Odpowiedzi mogą być dwojakiego rodzaju: ściśle techniczna, pełna wzorów, wykresów i stałych fizycznych oraz w wersji dla ludzi, odwołująca się do psychologii, akustyki i subiektywnych wrażeń.
Ponieważ nie znam się na prawach rządzących obiegiem elektronów po obwodach lamp i reszty wzmacniacza skupię się na wersji łatwiejszej do napisania lecz nie tak oczywistej w akceptacji podczas czytania.
Według jednych wzmacniacze lampowe w połączeniu z doskonałej jakości kolumnami, kablami o nieziemskich parametrach i pozostałymi kosztownymi elementami noszącymi szlachetne miano audiofilskich dają niespotykaną — nawet w filharmonii — szansę znalezienia się wprost na koncercie w pierwszym rzędzie. Sądzę, że tylko wzmacniacz lampowy pozwoli usłyszeć w nagraniach pełną skalę dźwięku, odtworzy ją w sposób absolutnie perfekcyjny tworząc wokół mnie idealną przestrzeń muzyczną.
Przeciwnicy tej teorii argumentują, że tranzystorowe wzmacniacze nie oddają pola na żadnym fragmencie “linii frontu” produktom lampowym. Wspominam o tym jako o teoriach ponieważ wciąż nie istnieją żadne wiarygodne i akceptowane przez wszystkich metody badawcze dające naukowe podstawy dla zwolenników jednej lub drugiej strony. Z racji spełnienia już swoich zachcianek sprzętowych nie obserwuję wnikliwie zmian na polu badawczym w tym zakresie więc jeśli piszę rzeczy już nieaktualne dajcie znać.
Bez wątpienia pamiętać należy o właściwej metodzie porównań. Nie można postawić obok siebie produktów dedykowanych iPodom z firmy JBL i Roth MC4 ponieważ wynik jest przesądzony z góry, a piszę to z całą odpowiedzialnością gdyż przez moje ręce przeszła cała armia z oferty JBL’a. Szerzej ujmując problem wzmacniaczom lampowym powinno przeciwstawić się wysokiej klasy produkty z oferty tranzystorowej. Inaczej jedyne co udowodnimy to własną niekompetencję.
Zupełnie osobny problem wart dyskusji to sama idea połączenia iPod’a czyli kwintesencji cyfrowej muzyki ze wszystkimi jej niedoskonałościami i słabościami z analogowym charakterem lamp. Wiele osób z założenia odrzuca sens takich mezaliansów nie dając szans obrony stanowiska bo nie będą słuchali tak karkołomnego połączenia i już. Nie bo nie — jak w przedszkolu lub w polityce.
Uważam że każdy ma trochę inaczej ucho przydepnięte więc najlepiej będzie gdy każdy podejmie decyzję we własnym zakresie. Naukowym opisywaniem owego przydepnięcia zajmuje się dziedzina nauki zwana psychoakustyką.
Wykraczam właśnie poza przyjęte, choć luźno zdefiniowane, ramy tekstu więc zainteresowanych tematem indywidualnego odbioru muzyki i dźwięków innych zachęcam do zapoznania się z literaturą.
MC4 okiem…
Produkt dotarł do mnie w ładnym kartonie, wyposażony w pokaźną ilość kabli oraz — i tu werble: parę gustownych, białych rękawiczek. Dla niewtajemniczonych: dotykanie lamp gołymi rękoma to zbrodnia!:) Wzmacniacz jest niewielki, wręcz kompaktowy i gdyby nie zalecana ostrożność ze względu na wrodzoną delikatność lamp mógłby być traktowany jako przenośny. Byłem odrobinę zaskoczony wagą urządzenia, plusem jest pewne trzymanie się powierzchni na której go ustawimy. Ostrzegam posiadaczy dzieci w wieku “chcę to dotknąć”, czyli w prawie każdym, że wzmacniacze lampowe potrafią się solidnie rozgrzać i mimo posiadania specjalnych osłon dotkliwie poparzyć nieostrożnego domownika! Osłony siatkowe czy plastikowe, jak w tym przypadku, bardziej chronią lampy przed uszkodzeniem niż nas przed ich temperaturą.
W komplecie jest zasilacz o którym nie mogę napisać “mały”. Nie sprawdziłem na wadze, ale robił wrażenie cięższego od zasilanego urządzenia. Jest za to bardzo porządnie wykonany i ma dedykowany wyłącznik pozwalający na odcięcie zasilania bez wyciągania wtyczki z kontaktu.
MC4 również wygląda bardzo solidnie, wszystkie elementy są dobrze dopasowane i wykonane. Ogólnie konstrukcja jeszcze przed włączeniem wygląda intrygująco, podanie zasilania potęguje wrażenie przywołując dodatkowo ciepłe skojarzenia dzięki świeceniu lamp.
Z przodu znajdziemy to co idealny wzmacniacz mieć powinien, czyli pokrętło regulacji poziomu głośności i wyboru źródła dźwięku. Moim zdaniem wszelkie dodatki “regulujące” coś więcej od strony dźwiękowej w w tego rodzaju sprzęcie oznaczają jedno: nieumiejętność zestrojenia wszystkiego w perfekcyjnie grającą całość i zrzucenie odpowiedzialności na użytkownika. A takie postępowanie z miejsca dyskwalifikuje wzmacniacz w walce o dobrą opinię. Na szczęście (dla Roth’a) MC4 wygląda na dobrze przemyślaną konstrukcję. Wokół pokręteł rozmieszczono diody podświetlane wraz ze zmianą położenia gałek lub zgodnie z poleceniami wydawanymi z pilota.
Rzućmy okiem na tył MC4. Ta strona, choć rzadziej oglądana, nie została potraktowana po macoszemu. Zestaw gniazd prezentuje się solidnie, a ich asortyment nie tyle rzuca na kolana, co daje rozsądną ilość możliwości połączeń jak na charakter urządzenia. Mamy więc wejście zasilania, wyjścia na głośniki, wejście sygnału z odtwarzacza CD oraz uniwersalne wejście liniowe opisane jako MP3. Wzmacniacz pozwala również na wyprowadzenie sygnału video z iPoda, co jest bez wątpienia mile witaną opcją, choć z braku telewizora nie miałem jak przetestować jakości działania.
Jednym z elementów który mnie najbardziej zaskoczył jest pilot. Nieco już znudzony dominacją plastikowych rozwiązań wyglądających jak połączenie karty kredytowej i komórki z radością powitałem powiew świeżości jaki niesie kontroler dołączony do MC4. Jest to piękny, ciężki i pokryty od spodu miłym w dotyku materiałem kawałek sztuki projektowej. Teoretycznie mógłbym poprzyczepiać się do czegoś, ale nie zrobię tego przez wzgląd na wyłamanie się firmy z paskudnej mody na plastikowe badziewie.
… i uchem
Jak już zdążyliście się zorientować w dyskusji na temat wyższości wzmacniaczy lampowych nad tranzystorowymi opowiadam się po stronie światła generowanego przez lampy. Oczywiście nie będę tutaj uprawiał agitacji, nie wiem nawet jakich argumentów miałbym użyć. Dźwięk, podobnie jak obraz, są w stanie więcej przekazać słuchaczowi czy “oglądaczowi” w bezpośrednim kontakcie niż za pośrednictwem tak kiepskiego adepta sztuki oratorskiej jak ja.
Z braku odpowiedniej skali porównawczej obok Roth’a MC4 postawiłem swojego Amplifona co nie jest zbyt sprawiedliwe. Po kilku godzinach przesłuchań, starając się wykrzesać z siebie odrobinę obiektywizmu wybieram Amplifona :) Być może podziałało przyzwyczajenie do wybranego kiedyś w bólach zestawu. Nie chcę też silić się na wyidealizowaną opinię o MC4. Wytknę w tym miejscu jedną wadę która rzuciła mi się w uszy. Wzmacniacz wyposażono w schodkowe pogłaśnianie, nie ma płynnego przejścia między poziomami. Jedni to zauważą, inni nie zwrócą uwagi ale jest to na prawdę jedyny element który w dźwięku mi przeszkadzał. Pozostałe elementy takie jak budowa przestrzeni, rozpiętość skali, barwa i temperatura są jak dla mnie świetne.
Z czystym sumieniem napiszę, że zdecydowanie polecam waszej uwadze wzmacniacz Roth MC4. Jeśli tylko będziecie mieli okazję przesłuchajcie go. Wiem, że w Łodzi powinno dać się to zrobić w najlepszym — moim zdaniem — salonie audio w Łodzi przy Kościuszki naprzeciwko Uniwersytetu Medycznego. Przy całej sympatii do sieci iSpot sądzę, że lepszym miejscem będzie jednak atmosfera i bogata oferta kolumn specjalistycznego sklepu. Proszę nie wstydźcie się tym, że widząc zestawy za dziesiątki tysięcy poprosicie sprzedawcę o podłączenie kolumn bardziej pasujących do waszej kieszeni. Także z zestawów niżej cenionych można wybrać dla siebie coś grającego znacznie ładniej niż “pseudo HiFi” z MediaMarkt.
Pan Szymon Bochus z “La paoli design” poinformował mnie że MC4 będzie do kupienia w cenie 1680zł lub w zestawie z kolumnami OLi 1 za 1890zł i będzie dostępny w sieci iSource.
Oferowane kolumny OLi 1 miałem u siebie i choć grały całkiem ładnie bardziej odpowiada mi dźwięk uzyskiwany z Micropodów Scandyny. Jest to kolejny powód dla którego warto poświęcić trochę czasu na przesłuchanie kilku wariantów kompletów kolumn. Pisanie w tym miejscu gotowej recepty na idealny komplet to byłby niezły przejaw arogancji z mojej strony. Wydając dość poważną kwotę na zestaw audio najlepiej podejść do tematu na spokojnie, bez pośpiechu i nie na ostatnią chwilę. Dajcie sobie czas na poznanie oferty będącej w zasięgu, posłuchajcie ulubionych kawałków i wówczas będziecie mogli powiedzieć, że świadomie dokonaliście wyboru. Sądzę że dla wielu takim wyborem będzie MC4 z firmy Roth.
Dziękuję Panu Szymonowi Bochusowi z „La paoli design” za wypożyczenie zestawu testowego.
Oceń artykuł po przeczytaniu: Proszę o ocenę tego tekstu przy pomocy gwiazdek. Dzięki temu będę wiedział czy temat i sposób jego ujęcia spodobał Ci się. Z góry dziękuję!




(3 votes, average: 4,67 out of 5)