Za kilka dni po raz kolejny wiele osób — w tym pewnie i ja — zasiądzie do komputera z wypiekami na twarzy i pytaniem w głowie: co Jobs pokaże? Zainteresowanie wystąpieniem nie jest niczym dziwnym. W końcu jest to (zwykle) jedno z najlepszych show o tematyce komputerowej jakie możemy oglądać w ciągu roku. Przyznają to nawet zwolennicy innych platform.
W Polsce tylko raz jeden jedyny widziałem podobną klasę wystąpienia jeśli chodzi o poziom profesjonalizmu, przygotowania, zaangażowania i łatwości nawiązywania kontaktu z publicznością. A działo się to na konferencji firmy Microsoft, prelegentką była Pani Sylwia Ptaszek (którą serdecznie pozdrawiam). Gates mógłby wiele się nauczyć od takich pracowników — to już przytyk do jego wystąpienia na CES. Podobno z resztą ostatniego, ale ja nie o tym chciałem.
Jak co roku w okresie bezpośrednio poprzedzającym Macworld każdy szanujący się autor strony z jabłkami w tle ma swoje „dobre źródła” i publikuje mniej lub bardziej sensowne listy rzeczy jakich należy się spodziewać, będą na pewno lub są cichymi życzeniami. Aby nie odstawać od reszty poniżej kilka moich zupełnie prywatnych, luźnych uwag czy koncepcji bez jakiejkolwiek gwarancji spełnienia. Drugiego dna w tym poście też proszę się nie doszukiwać.
Kilka dni temu na rynek wszedł „najszybszy Mac jaki istniał”. Zdanie ciut bez sensu, ponieważ co kilka miesięcy taki powstaje co jest dość logiczne, ale marketing ma swoje prawa. Do tego dołączył nowy XServe co wytrąciło argumenty jednym (bo przewidywali że to właśnie pojawi się na pokazie), a dało argumenty innym (skoro takie premiery są nieoficjalnie to co będzie na scenie?!).
Jak słusznie moim zdaniem zauważył Bartosz w swoich wróżbach tworzenie niesamowitych scenariuszy, nawarstwianie oczekiwań i podsycanie emocji nie ma większego sensu bo potem rozczarowanie jest tak duże, że przez kilka dni fora dyskusyjne pełne są zawiedzionych, załamanych i płaczących z powodów których wspólnym mianownikiem jest spodziewanie się zbyt wiele.
Osobiście liczę na ciekawy pokaz możliwości jakie da otwarcie platformy iPhone/Touch dla programistów. Przyznaję się do korzystania z istniejących w tej chwili kilku aplikacji które działają na moim Touch’u. Bez nich kupno tej wersji iPoda byłoby dla mnie znacznie mniej racjonalne.
Być może zobaczymy zupełnie nowe oprogramowanie bazowe do iPhone’a i Touch’a dające nowe możliwości (a propos — widzieliście już nowy wygląd iGoogle na mobilnym Safari? Prawda że wygodne?). Może też być tak, że jedyna nowość tego softu będzie polegała na zgodności z kolejną wersją iTunes czy otwarciem dla rynku oficjalnych programów tworzonych przez źródła zewnętrzne.
W Sieci jest trochę informacji na temat planowanego uruchomienia usługi wypożyczalni filmów. O ile sama idea nie jest nowa, zobaczymy jak to będzie wyglądało w praktyce i co za sobą pociągnie. Zainteresowanie tematem jest z mojej strony czysto akademickie — nie mam dostępu do sklepu iTunes, a i repertuar jaki pewnie trafi „na afisz” do zbyt ambitnych należał nie będzie. Ot trochę krzykliwych tytułów na których można zrobić szybko konkretne pieniądze. Ciekawsze jest to, że być może pojawi się nowa wersja Apple TV. No i iTunes.
Przeglądam właśnie listy patentów zgłoszonych przez Apple w ostatnich kilkunastu miesiącach i nasuwa mi się jedna myśl. Od pewnego czasu widać raz tu raz gdzie indziej kroki zmierzające do dokonania zamachu na myszkę. Obecnie istniejące urządzenia mimo znacznych zmian wyglądu ideowo nie różnią się od swojego pierwowzoru który powstał w 1963 roku! Pora na coś nowego nieprawdaż?
Kto wie czy do realizacji nie trafił pomysł umieszczenia obszaru dotykowego pomiędzy klawiaturą a krawędzią laptopa gdzie teraz znajduje się trackpad? Według założeń mógłby to być interfejs oparty o multitouch czyli możliwość manipulowania wieloma punktami jednocześnie. A może urządzenie wskazujące pojawi się jako zewnętrzny „pad”? Taki tablet obsługiwany ręką? Tak, pamiętam pisałem o tym już kiedyś, ciągle nie tracę nadziei. Zupełnie jak Paweł w sprawie następcy Powerbooka 12″ ;)
I tak doszedłem do komputerów przenośnych. Nie liczę na znaczne zmiany w linii MacBooków poza okresowym unowocześnieniem (procesor, dysk, może wyświetlacze). Chyba że multitouch zostanie wmontowany jak w przykładzie powyżej. Więcej moich i nie tylko oczekiwań jest związanych z plotkami o urządzeniu będącym punktem pośrednim pomiędzy laptopem a czymś w rodzaju Touch’a czy iPhone’a. Nie jestem jednak przekonany czy aż taka dywersyfikacja produktów jest tym o czym w Apple myślą. Łatwiej jest wykreować na hit coś co nie ma „rozmytych” granic zastosowań czy granic pomiędzy poszczególnymi urządzeniami. Takie względnie małe, mobilne może być następcą iPhone’a pytanie tylko jak duże „coś” jesteśmy w stanie nosić jako telefon?
Pamiętacie plotki o mini? Że to koniec tej gałęzi, że produkt był w sumie niezbyt trafiony (?). Kto wie, może za tydzień wszyscy będą chcieli mieć jego ewentualnego następcę. Z nowymi Apple Display oczywiście ;)
Jedyne co jest pewne to wstęp marketingowy, propaganda sukcesu, raport z pola walki czy jak tam jeszcze można nazwać początkowe serie wykresów i tabelek obrazujących zmiany na rynku, świąteczne szaleństwo i wchodzenie na kolejne rynki. Ta faza interesuje mnie z jednego prostego powodu — często właśnie tu, po cichu i dla uważnych odbywa się zupełnie inna prezentacja. Prezentacja nowej wersji Keynote.

